Stany Zjednoczone od kilku lat są netto eksporterem ropy i produktów naftowych. W 2025 roku eksportowały średnio ok. 10,7 mln baryłek dziennie (surowa ropa + produkty rafineryjne), a importowały tylko 7,9 mln – dodatni bilans na poziomie prawie 3 mln baryłek na dobę. Brzmi jak energetyczna potęga? Tak… ale z haczykiem.
Ameryka przez cały czas importuje więcej surowej ropy, niż eksportuje. Klucz to handel z sąsiadami: z Kanady płynie ok. 60% całego amerykańskiego importu ropy (głównie ciężka, tłusta ropa z piasków bitumicznych), a z Meksyku kolejne 7–10%. Te surowce idealnie pasują do potężnych amerykańskich rafinerii, które specjalizują się właśnie w przeróbce ciężkich olejów.
Po rafinacji powstaje wysokiej jakości benzyna, diesel, paliwo lotnicze. Te produkty trafiają z powrotem na eksport – przede wszystkim do Meksyku (ponad 50% amerykańskiego eksportu benzyny), ale też do Ameryki Łacińskiej i Europy. Tak, także do Kanady! USA regularnie sprzedają Kanadzie gotowe paliwa (w tym konwencjonalną benzynę i komponenty do mieszania), choć wolumeny są mniejsze niż do Meksyku.
Kanada importuje z USA znaczne ilości produktów rafineryjnych, zwłaszcza na wschodzie kraju, gdzie lokalne rafinerie nie zawsze wystarczają.
W zachodniej Kanadzie – w Albercie i Kolumbii Brytyjskiej – benzyna pochodzi głównie z lokalnych rafinerii zasilanych ciężką ropą z piasków bitumicznych Alberty. Jednak w niektórych regionach, zwłaszcza w Lower Mainland w Kolumbii Brytyjskiej, część paliwa trafia również z rafinerii w stanie Waszyngton w USA, uzupełniając krajową produkcję.
Dlaczego mimo wszystko ceny benzyny w USA rosną?
Bo światowy rynek nie patrzy na flagi. Cena ropy (WTI, Brent) jest globalna. Gdy na Bliskim Wschodzie robi się gorąco albo dostawy z Iranu są zagrożone, cena baryłki skacze – a amerykańskie rafinerie płacą tyle samo co wszyscy. Część wyprodukowanej benzyny idzie na eksport (gdzie marże są wyższe), więc na rynku krajowym zostaje mniej.
Netto eksport produktów nie chroni amerykańskiego kierowcy. Gdy świat płaci więcej, Stany też płacą więcej. Ameryka zarabia jak nigdy na handlu ropą, ale na stacji benzynowej czuje dokładnie to samo co reszta globu.














