Stała baza wojskowa USA w Polsce nie ma jeszcze ostatecznej lokalizacji. Po wizytacji amerykańskiej delegacji większe szanse ma Wielkopolska, choć rozważany jest także Dolny Śląsk i układ kilku mniejszych obiektów. Decyzja ma zapaść najpóźniej w grudniu 2026 r. Dla Polski oznacza to mocniejsze odstraszanie Rosji, ale także wielomiliardowy rachunek.
Wielkopolska po wizytacji Amerykanów
Negocjacje weszły w etap wyboru miejsca. Jak ustaliła Wirtualna Polska, amerykańska delegacja obejrzała wskazane lokalizacje, a po tej wizytacji wyżej oceniane są tereny w Wielkopolsce. Dolny Śląsk pozostaje w grze. Ministerstwo Obrony Narodowej zaznacza, iż lista nie jest formalnie zamknięta, dlatego dziś nie można uczciwie ogłosić zwycięzcy.
Rozstrzygnięcie ma zapaść najpóźniej w grudniu. Wtedy powinien zakończyć się amerykański przegląd rozmieszczenia sił w Europie. Termin ma znaczenie, bo Waszyngton będzie podejmował decyzję o Polsce jako część szerszej zmiany swojej obecności na kontynencie. Dla Warszawy liczy się efekt: trwałe siły zdolne do działania, a nie uroczysta tablica na bramie.
Kilka baz zamiast jednego Fortu
Nowy wariant zakłada, iż zamiast jednego wielkiego kompleksu może powstać kilka mniejszych baz dla różnych jednostek. Taki układ pozwala rozdzielić funkcje dowodzenia, logistyki, szkolenia i zakwaterowania. Utrudnia też przeciwnikowi sparaliżowanie całej obecności jednym uderzeniem. Jego wartość zależy jednak od tego, jakie siły trafią do Polski i jak gwałtownie osiągną gotowość.
To ważne rozróżnienie. Amerykanie już mają w Polsce stałe struktury. W Poznaniu działa wysunięte dowództwo V Korpusu i garnizon armii USA, a Powidz i Żagań tworzą część istniejącego zaplecza. Obecne rozmowy dotyczą dalszego, poważniejszego zakotwiczenia amerykańskich żołnierzy wraz z infrastrukturą dla nich i ich rodzin.
Rząd ma mandat, Polacy muszą znać rachunek
Uchwała Rady Ministrów z 16 czerwca 2026 r. upoważniła szefa MON do uzgodnień z rządem USA oraz przygotowania polskiej propozycji lokalizacji, infrastruktury i kosztów. Zespoły robocze działają po obu stronach Atlantyku. Formalna praca trwa, ale porozumienia przez cały czas nie ma.
Rządowi rozmówcy WP zakładają, iż większą część kosztów infrastruktury poniesie Polska, choć Warszawa liczy na wkład Stanów Zjednoczonych. Wiceminister obrony Stanisław Wziątek mówił wcześniej o kwocie przekraczającej 15 mld zł. Plan zakłada docelowo około 15 tys. żołnierzy USA w Polsce, łącznie sił rotacyjnych i personelu planowanej stałej bazy.
Taki wydatek może służyć bezpieczeństwu narodowemu, ale nie wolno traktować go jak białego czeku. Rząd powinien ujawnić podział kosztów, zakres amerykańskiego zobowiązania i to, ile zamówień trafi do polskich przedsiębiorstw. Infrastruktura finansowana przez polskiego podatnika musi wzmacniać również Wojsko Polskie.
Stała obecność ma odstraszać Rosję
Donald Trump 17 września zapowiedział, iż lokalizacja bazy może zostać ogłoszona wkrótce. Słowa prezydenta USA są mocnym sygnałem politycznym, ale o wartości przedsięwzięcia przesądzą jednostki, uzbrojenie i zasady użycia. Potrzebujemy zdolności bojowej, obrony przeciwlotniczej, zapasów oraz sprawnej logistyki. Sama liczba mundurów bezpieczeństwa nie zapewni.
Stała obecność wojsk USA podnosi koszt ewentualnej rosyjskiej agresji, ponieważ atak na Polskę od pierwszych godzin dotykałby także amerykańskich żołnierzy. To leży w polskim interesie. Sojusz nie zwalnia jednak państwa z budowy własnej siły. Ostateczna umowa powinna zwiększyć swobodę obrony Rzeczypospolitej, a nie uzależnić ją od jednego partnera. Stawką są życie Polaków, bezpieczeństwo rodzin i zdolność państwa do samodzielnej decyzji w chwili próby.
Źródła: Wirtualna Polska, Ministerstwo Obrony Narodowej, U.S. Army.
Źródło: WP Wiadomości









