Podczas odbywającego się we Wrocławiu Dolnośląskiego Kongresu Pamięci Narodowej wręczono odznaczenia osobom zasłużonym dla pielęgnowania historii i postaw patriotycznych. Wśród wyróżnionych Złotym Medalem „Reipublicae Memoriae Meritum” przyznawanym przez Instytut Pamięci Narodowej znalazła się prezydent Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska. Wydarzenie to w środowisku dawnej opozycji antykomunistycznej budzi jednak gorzki uśmiech. W cieniu oficjalnych podziękowań i fety kryje się bowiem obraz pełen sprzeczności, trudnych pytań oraz pamięci traktowanej czysto instrumentalnie.

Podczas tej samej uroczystości Nagrodą Honorową „Świadek Historii” wyróżniono Tadeusza Grabowskiego, prezesa Świdnickiego Stowarzyszenia Patriotycznego. To społecznik, który od lat z niezwykłą konsekwencją i bezinteresownością dba o upamiętnienie ofiar Katynia, Sybiraków czy bohaterów Powstania Warszawskiego. W jego przypadku decyzja IPN nie budzi najmniejszych wątpliwości – to pełne uznanie dla autentycznej pracy u podstaw. Tym większa konsternacja towarzyszy honorowaniu włodarz Świdnicy, wybranej z ramienia Nowej Lewicy.
Co IPN docenił?
Zwróciliśmy się do Biura Rzecznika Prasowego IPN z pytaniem o szczegółowe uzasadnienie przyznania medalu prezydent Świdnicy. Jak poinformował nas Karol Starowicz, naczelnik Wydziału Analiz i Opracowań IPN, odznaczenie wręczono za „wieloletnią współpracę z Instytutem Pamięci Narodowej oraz wspieranie przedsięwzięć edukacyjnych, wystawienniczych i popularyzatorskich”. Instytut wymienia tu m.in. utworzenie w 2024 roku Regionalnego Przystanku Historia IPN w Świdnicy, udział w wydarzeniach poświęconych bł. ks. Jerzemu Popiełuszce czy ogłoszenie w 2025 roku Roku Mieczysława Kozara-Słobódzkiego.
Problem w tym, iż świdnicka rzeczywistość ma zupełnie drugie, wstydliwe dno. A historia została potraktowana wybiórczo.
Pamięć wybiórcza i „wygumkowani” bohaterowie
Oficjalne pochwały za „budowanie trwałej przestrzeni pamięci” tracą ciężar gatunkowy, gdy zestawimy je z praktyką świdnickiego Ratusza. Gdy w 2021 roku, w 40. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, na murze Aresztu Śledczego odsłaniano pamiątkową tablicę poświęconą 20 internowanym Świdniczanom – działaczom „Solidarności”, NZS i redaktorom „Niezależnego Słowa” – Beaty Moskal-Słaniewskiej zabrakło na uroczystości. Miejsca pamięci dopilnowali sami opozycjoniści, bez wsparcia miejskich władz, a inicjatorami byli Areszt Śledczy i Instytut Pamięci Narodowej.
Co więcej, niezależni działacze z lat 80., którzy mieli odwagę krytykować obecną politykę miasta, przez lata zderzali się z ignorancją ze strony Ratusza. Utrzymywane z pieniędzy podatników miejskie media potrafiły relacjonować lokalne wydarzenia tak, by sylwetki nieprzychylnych władzy opozycjonistów po prostu „wygumkować” z relacji i zdjęć.
Przeszłość w cieniu archiwów IPN
Trudno też uciec od kontekstu rodzinnego, który w świetle medalu od IPN zyskuje wyjątkową wymowę. W 2017 roku nasz portal opublikował materiały oparte bezpośrednio na zasobach archiwalnych Instytutu Pamięci Narodowej. Z dokumentacji historycznej wynika jednoznacznie, iż mąż pani prezydent, Leszek Mazurek, w latach 1982–1989 był płatnym, tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o kryptonimie „Medyk”.
Prezydent Beata Moskal-Słaniewska nigdy nie odniosła się do tych ustaleń. Odpowiedzią na trudne pytania stało się sekowanie i deprecjonowanie naszego portalu, które trwa do dzisiaj.
W tym samym czasie Leszek Mazurek – ze sprawą udokumentowaną w teczkach SB – bez przeszkód organizuje i prowadzi miejskie konkursy historyczne dla dzieci i młodzieży, objęte patronatem samej prezydent miasta. Czy to również mieści się w standardach edukacji historycznej propagowanych przez państwowe instytucje?
Postawa, która uczy pokory
W opozycji do oficjalnych honorów stoi postawa Janusza Bilińskiego – jednego z 20 internowanych działaczy, których nazwiska upamiętniono na tablicy przy alei Niepodległości. Podczas wrocławskiego kongresu, w imieniu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Karola Nawrockiego (byłego prezesa IPN), zamierzano wręczyć mu Krzyż Wolności i Solidarności.
Stanisław Biliński wyróżnienia nie przyjął. Nie odpowiedział na zaproszenie, nie odesłał wymaganych dokumentów. W czasach, gdy odznaczenia bywają traktowane jak wygodny rekwizyt wizerunkowy, dawny opozycjonista przypomniał o wierności zasadom i własnej godności. Wolnościowy dorobek obronił odmową uczestnictwa w spektaklu, w którym granice między zasługą a polityczną koniunkturą zostały zatarte.
Gorzki bilans
Odpowiedź nadesłana z IPN potwierdza to, o czym w Świdnicy wiadomo od dawna: decyzje o przyznawaniu laurów zapadają przy biurkach z całkowitym pominięciem lokalnego kontekstu.
To chichot historii, gdy instytucja powołana do badania zbrodni reżimu komunistycznego i czczenia jego ofiar nagradza polityczkę lewicy milczącą wobec agenturalnej przeszłości we własnym domu i dystansującą się od autentycznych bohaterów świdnickiej walki z komunistycznymi władzami w czasach PRL.
Agnieszka Szymkiewicz

1 godzina temu












