Mareczek jest cichy i grzeczny, podobnie jak Sylwia, a Sybilla ma prawdziwy temperament i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Cała trójka przyszła na świat w minioną środę. – Trojaczki nie są wielką rzadkością, ale nie zdarzają się zbyt często. Kozy mają tylko dwa strzyki do karmienia i zwykle rodzą jedno lub dwa koźlątka – tłumaczy Joanna Maślukiewicz z ekologicznego gospodarstwa Kozłonoga. Maluchy dołączyły do olbrzymiego, liczącego sto kóz, stada.

Joanna zgrabnie podnosi się na płotku, okalającym wydzieloną zagrodę dla Seweryny – kozy matki trojaczków i wskakuje do środka. – Niestety, nie może być tu żadnej furtki, bo kozy są niezwykle sprytne i potrafią same sobie otwierać – mówi z uśmiechem do zgromadzonej publiczności. W każdy piątek założycielka działającego już 11 lat gospodarstwa w Klecinie (miejscowość pomiędzy Kraskowem a Marcinowicami) zaprasza na bezpłatne, otwarte dla wszystkich chętnych spotkania z kozami. Dzisiaj dodatkowym magnesem są urodzone zaledwie trzy dni temu trojaczki.
– Seweryna nie pierwszy raz została matką, a z trojaczkami świetnie sobie poradzi. Ma znakomite warunki. Tylko ja teraz codziennie o szóstej rano wskakuję tu do nich, żeby pomóc maluchom trafić pyszczkiem na strzyk. I tak co najmniej cztery razy dziennie – wylicza.
Właścicielka stada z pasją opowiada o rodzicielskich obyczajach kóz. – Matka dość brutalnie pobudza swoje nowo narodzone dzieci do wstania na nogi, a to po to, by jak najszybciej napiły się tak zwanej siary. Siara jest wydzielana przez około cztery pierwsze godziny po porodzie jest i jest kluczowa dla maluchów, które rodzą się z jałowym przewodem pokarmowym. Bez tego bardzo gwałtownie koźlęta mogą nabawić się ciężkich chorób.
Koza rozpoznaje swoje młode po głosie i zapachu. – Natura tak to urządziła, iż kozy nie dopuszczają do siebie cudzych koźląt. Potrafią obce dzieci odpędzać i maluch nie bez przyczyny tak macha przy karmieniu ogonkiem. To po to, by zapach dotarł do nozdrzy matki – opisuje pani Joanna.
Pierwsi goście, którzy przyjechali do kóz, rozpływają się w czułościach nad maluchami, a te dają się głaskać, brać na ręce i przytulać. Seweryna czujnie jednak spogląda za każdą pociechą i gdy choć na chwilę straci je z oczu, głośno nawołuje. W Kozłonodze dzieci przy matkach zostają przez trzy miesiące.
Klecińskie gospodarstwo zamieszkują kozy rasy francuskiej alpejskiej. – Od dwóch pokoleń mamy także dolew krwi toggenburskiej i te najmłodsze trzy maluchy są wypisz wymaluj jak tatuś toggenburczyk – uśmiecha się pani Joanna. Ojciec mieszka osobno i zdecydowanie wyróżnia się urodą – pięknym umaszczeniem, lokami i brodą – na tle innych samców.
Rasa hodowana w Klecinie to kozy bardzo łagodne, czyste i o przyjemnym zapachu. Są towarzyskie i ciekawskie, chętnie dają się głaskać. Natychmiast budzą uśmiech. – Nie od dziś wiadomo, iż kozy mają adekwatności terapeutyczne – dodaje właścicielka.
Urocze stado można odwiedzać w piątki (zaproszenia z godzinami należy szukać na FB Kozłonoga Gospodarstwo Kozie), a przy okazji można zaopatrzyć się w przetwory z koziego mleka i mnóstwo produktów z innych, zaprzyjaźnionych gospodarstw ekologicznych.
/asz/
foto i nagranie Michał Nadolski

2 godzin temu

![Krokusy zakwitły przy wielickiej Kopalni [ZDJĘCIA]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/03/4-IMG_8348-1536x1024.jpg)







![Leonard Głowacki OMI: prowincjał w czasie stanu wojennego [NASZA HISTORIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/03/O.-Glowacki-Leonad-2024.jpg)





