
Wojna na Bliskim Wschodzie zamiast kilka dni, trwa już miesiąc, co rodzi coraz poważniejsze konsekwencje. W dzisiejszym przeglądzie marcowych wydarzeń sprawdzimy, jak Iran skutecznie gra na nosie USA, ryzykując globalnym lockdownem energetycznym, oraz przyjrzymy się potężnym ciosom ukraińskich dronów w rosyjską infrastrukturę paliwową. Nie zabraknie też analizy wielkiej polityki – od kontrowersyjnego weta Karola Nawrockiego w Polsce, przez chiński plan zdominowania świata dzięki sztucznej inteligencji, aż po niepokojące trendy inwigilacji i kontroli finansowej na Zachodzie. Na koniec mam dla Was smutną, ale istotną refleksję. Zapraszam do lektury.
Iran skutecznie przeciąga wojnę z USA
Minął już miesiąc od rozpoczęcia ataku USA i Izraela na Iran. W tym czasie Stany Zjednoczone dały się poznać jako mające ewidentny problem z jasnym określeniem celów, które zamierzają osiągnąć. Pomimo dotkliwych strat zadawanych Teheranowi każdego dnia, to nie Donald Trump ma pod kontrolą ten konflikt. Wystarczy spojrzeć na wydarzenia ostatnich dni.
Kiedy Donald Trump ogłosił wstrzymanie zapowiedzianych ataków na irańską infrastrukturę energetyczną dzięki udanym rozmowom pokojowym, cena ropy natychmiast zanurkowała – wydawało się, iż to on kontroluje sytuację. Jednak bardzo gwałtownie nastąpiła odpowiedź ze strony Iranu, która zdementowała pozytywny przebieg negocjacji i ceny ropy z powrotem odbiły w górę. Zamiast 15-punktowego planu USA, Teheran przedstawił swój własny:
-
Natychmiastowe i całkowite wstrzymanie wszystkich ataków USA i Izraela.
-
Mechanizmy gwarancji, iż wojna się nie powtórzy.
-
Odszkodowania za szkody wojenne.
-
Uznanie roli Iranu w regionie (w tym w Ormuz).
-
Brak ingerencji w sprawy wewnętrzne.
Iran konsekwentnie podkreśla, iż żadnych bezpośrednich rozmów z Waszyngtonem nie ma (toczą się za to pośrednie negocjacje z wykorzystaniem Pakistanu jako mediatora). Iran zrozumiał, iż nie godząc się na warunki USA, może skutecznie przeciągać walkę. Chce maksymalnie zaszkodzić Stanom i ich sojusznikom, aby uzyskać możliwie najlepsze dla siebie warunki pokoju. Jednocześnie cele USA i Izraela zaczynają się znacząco różnić – ]]>Trump chce szybkiego rozejmu]]>, a Netanjahu dalszego bombardowania.
Wszystko wskazuje na to, iż Donald Trump nie da rady wyjść z tego konfliktu z dnia na dzień, a przynajmniej nie w sposób z pozoru przypominający zwycięstwo. Rośnie więc prawdopodobieństwo, iż wojna potrwa jeszcze co najmniej kilka tygodni, a kluczowa okaże się prawdopodobnie ostateczna eskalacja w postaci desantu na wyspy znajdujące się w Cieśninie Ormuz. Iran zapowiada, iż w odwecie dokona inwazji na ZEA i Bahrajn, a zatem wciąż podnosi poprzeczkę zamiast zrezygnować z dalszej walki. Problem dla Trumpa jest jednak taki, iż choćby celowany atak, jak na wyspę Chark, oznacza wejście na teren bardzo dobrze przygotowanego wroga, co niesie realne ryzyko porażki. Jaki będzie tego finał? Być może uda mi się to opisać już w kolejnym przeglądzie wydarzeń – mam nadzieję.
Nadchodzi lockdown 2.0
Wydaje mi się, iż wciąż nie do wszystkich dociera, jakie skutki przyniesie przeciągająca się wojna w Iranie i postępująca destrukcja kluczowej infrastruktury energetycznej. Wiele mówi się o nadchodzącej inflacji i wyższych stopach procentowych, a także o braku paliwa. Warto się jednak zastanowić, z jaką odpowiedzią rządzących spotkają się te trudne i bolesne dla naszych portfeli wydarzenia. Moim zdaniem głosy mówiące o potencjalnym lockdownie 2.0 nie są przesadzone, tym bardziej jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, jak długo jeszcze przyjdzie nam odczuwać ]]>skutki działań zbrojnych na Bliskim Wschodzie]]>.
Szefowa EBC, Christine Lagarde, w wywiadzie dla The Economist stwierdza, iż na rynkach panuje dysonans poznawczy, wynikający ze zbytniej wiary w realizację pozytywnego scenariusza i rychłej deeskalacji. Tymczasem fakty mówią same za siebie – odbudowa zniszczonej infrastruktury i powrót do business as usual może zająć lata. Według niej z każdym dniem powoli, acz konsekwentnie będziemy dostrzegać kolejne fatalne skutki wojny w Iranie. To może doprowadzić z kolei do chaotycznych i drastycznych działań polityków. Jak w takim razie mógłby wyglądać taki lockdown 2.0?
Tym razem nie chodzi o zamykanie lasów i granic, a także o policję sprawdzającą, czy nie wychodzimy z domu. Będzie to prawdopodobnie lockdown energetyczny, ukierunkowany na oszczędzanie energii i zapewnienie jej do utrzymania kluczowych aspektów działania państwa. Najbardziej narażony jest kontynent azjatycki, gdyż około 85% wolumenu z Cieśniny Ormuz trafia właśnie tam. Dodatkowo kraje tego regionu nie mają takich zapasów jak chociażby Europa. Efekt? W Indiach gaz jest racjonowany. Rząd obciął dostawy dla firm o 50-80%, a następnie zluzowano to ograniczenie do 30%, ale tylko dla kluczowych gałęzi gospodarki. Reszta firm musi sobie radzić z dostawami gazu mniejszymi o choćby 80%. Spółki IT takie jak Infosys czy Cognizant zalecają pracę zdalną i proszą o przynoszenie własnego jedzenia do biura, ponieważ stołówki zużywają gaz. Aby uchronić się przed kompletną katastrofą postanowiono wznowić import gazu z Rosji.
Jeszcze gorzej jest w Australii, która zapasy paliwa miała tylko na 30 dni. Na ten moment diesla brakuje na ponad 500 stacjach benzynowych. Na obszarach wiejskich, gdzie zagęszczenie stacji jest niewielkie, farmerzy alarmują, iż niedługo skończy się im paliwo do maszyn rolniczych. Poza Indiami w kwestii gazu również i inne rządy już zaczęły wprowadzać konkretne obostrzenia:
-
Sri Lanka – Środę ustanowiono dniem wolnym od szkoły i studiów. Wprowadzono system racjonowania paliwa oparty o kody QR. Samochody osobowe mogą tankować maksymalnie 15 litrów tygodniowo, autobusy 60, a motocykle 5 litrów.
-
Pakistan – Szkoły i uczelnie zamknięto na 2 tygodnie. Wprowadzono 4-dniowy tydzień pracy dla urzędników oraz obcięcie limitów na paliwo o 50% dla służb.
-
Bangladesz – Limity paliwowe podobne jak w Sri Lance. Edukację przeniesiono do Internetu. Wprowadzono zaplanowane blackouty następujące po sobie w konkretnych regionach, które realizowane są po 5 godzin.
-
Laos/Kambodża/Tajlandia – Kampanie zachęcające do brania krótszych pryszniców, prania tylko w weekendy oraz przygotowywania zimnych obiadów.
-
Słowenia – Pierwszy europejski kraj racjonujący paliwo. Limit wynosi 50 litrów dziennie dla samochodów osobowych i 200 litrów dla firm oraz rolników.
Im dłużej Cieśnina Ormuz będzie zablokowana, tym dłużej będą trwały tego typu ograniczenia. Mało tego, z czasem coraz więcej państw będzie je wprowadzać i wątpię, iż będzie się kończyć tylko na zachętach. Europa jest na tego typu kryzys lepiej przygotowana dzięki bardziej zdywersyfikowanym dostawom i zgromadzonym zapasom, ale to nie oznacza, iż kryzys nas nie dotknie. Widać to już teraz po cenach paliwa na stacjach. Skutki obecnej wojny będziemy odczuwać jeszcze długo i z każdym kolejnym tygodniem będziemy lepiej rozumieć, jak bardzo poważna jest to sytuacja. Nie zdziwię się, jeżeli w nadchodzącym miesiącu będziemy świadkami wydarzeń podobnych do tych sprzed 6 lat.
Ukraina zadała potężny cios Rosji
W ostatnich miesiącach Ukraina pokazała, iż potrafi atakować daleko w głębi Rosji. W pewnym momencie było bardzo głośno o płonących rosyjskich rafineriach, których zgliszcza oznaczały jedno – wykrwawianie się potencjału ekonomicznego przeciwnika. O ile były one wymierzone w produkcję na rynek wewnętrzny i zaopatrzenie armii (Riazań, Niżny Nowogród, Sławiańsk nad Kubaniem), o tyle dziś mamy do czynienia z chyba najbardziej śmiałą akcją sił zbrojnych naszego wschodniego sąsiada na terytorium rosyjskim.
W nocy z 22 na 23 marca ukraińskie drony przeprowadziły atak na najważniejsze terminale naftowe u wybrzeży Bałtyku. W Primorsku, czyli największym rosyjskim porcie tego typu w regionie, zniszczono co najmniej 8 zbiorników z paliwem, co spowodowało kilkudniowy pożar. Kolejnym kluczowym miejscem był terminal Ust-Ługa, będący hubem dla tzw. floty cieni, omijającej zachodnie sankcje. Skala zniszczeń określana jest jako najpoważniejsze zakłócenie logistyczne we współczesnej historii Rosji.
Przedstawmy to na liczbach. Wyłączono około 40-50% całkowitego potencjału eksportu ropy drogą morską. Przed wybuchem ]]>wojny na Bliskim Wschodzie]]> Rosja zarabiała z tego tytułu każdego dnia 350 mln USD. Później było to choćby około 800 mln USD, natomiast atak Ukrainy oznacza około 200 mln USD utraconych przychodów dziennie. Gdyby nie agresja na Iran, Moskwa miałaby ponad 2-krotnie niższe zyski z eksportu ich kluczowego surowca. Ostatecznie Kijów i tak odebrał Rosjanom 1/4 ich rekordowych zysków.
Jednocześnie warto zaznaczyć, iż część ukraińskich dronów spadła na terytoria państw bałtyckich, budząc wpierw oczywiste obawy o to, iż to hybrydowa agresja ze strony Rosji. Tak czy inaczej Ukrainie udało się zneutralizować prezent, jakim są wyższe ceny ropy, które Trump sprezentował Putinowi.
Czytaj dalej: ]]>Independent Trader - niezależny portal finansowy]]>
Źródło: ]]>Independent Trader]]>
Autor: ]]>Paweł Śmietana]]>










![Akty wandalizmu w gminie Brenna. Zniszczono plac zabaw i infrastrukturę turystyczną [ZDJĘCIA]](https://beskidzka24.pl/wp-content/uploads/2026/03/660114950_1372197378282969_2038900821526337141_n.jpg)