Nie trzeba udowadniać, iż raport CIA, na który powołał się premier Donald Tusk, nie istnieje, aby stwierdzić, iż państwo ma problem z komunikacją w sprawach bezpieczeństwa. Problem powstał wcześniej – w chwili, gdy po wypowiedzi szefa rządu zaczęto publicznie ustalać, czym adekwatnie był materiał otrzymany od szefa CIA: raportem, briefingiem czy informacjami przekazanymi podczas rozmowy. W warunkach rosyjskiej presji hybrydowej nie jest to spór o słowa. Państwo, które ostrzega obywateli przed realnym zagrożeniem, nie może jednocześnie doprowadzać do sytuacji, w której przedmiotem dyskusji staje się wiarygodność samego ostrzeżenia i sposób, w jaki zostało przedstawione.