Polskie myśliwce przechwyciły 3 września rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20 około 40 kilometrów na północ od Ustki. Maszyna leciała bez włączonych urządzeń identyfikacyjnych, ale nie naruszyła polskiej przestrzeni powietrznej. Dla Polski oznacza to kolejną próbę czujności obrony nad Bałtykiem i realne ryzyko dla ruchu cywilnego.
Ił-20 bez włączonej identyfikacji
O zdarzeniu poinformował wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Z jego komunikatu z 3 września wynika, iż rosyjski Ił-20 został przechwycony około 40 kilometrów na północ od Ustki. Urządzenia identyfikacyjne maszyny nie były włączone. Szef MON ocenił, iż samolot stwarzał zagrożenie dla lotnictwa cywilnego.
Najważniejszy fakt brzmi jasno: rosyjska maszyna nie naruszyła polskiej przestrzeni powietrznej. Reakcja dyżurnych myśliwców była jednak konieczna. Lot wojskowego samolotu rozpoznawczego bez aktywnej identyfikacji, tuż przy obszarze odpowiedzialności polskich sił, wymaga sprawdzenia obiektu i utrzymania go pod kontrolą.
Przechwycenie nie oznacza walki
Przechwycenie nad wodami międzynarodowymi jest procedurą rozpoznania i nadzoru. Polscy piloci zbliżają się do obcego samolotu, identyfikują go wzrokowo oraz przy użyciu pokładowych systemów, a w razie potrzeby nawiązują łączność lub eskortują maszynę. Nie oznacza to automatycznie naruszenia granicy ani użycia uzbrojenia. Oznacza natomiast, iż obiekt został wykryty, sprawdzony i nie pozostawiono mu swobody działania w pobliżu polskiego wybrzeża.
Rosja dobrze zna te procedury. Powtarzane loty samolotów rozpoznawczych pozwalają jej obserwować czas reakcji, aktywność radarów i sposób działania lotnictwa państw NATO. Każda taka misja ma więc wymiar wojskowy, choćby jeżeli odbywa się nad wodami międzynarodowymi i kończy bez naruszenia granicy. Polski interes wymaga spokojnej, szybkiej oraz przewidywalnej odpowiedzi.
Kolejny incydent nad Bałtykiem
Zaledwie kilka dni wcześniej, 31 sierpnia, polskie myśliwce przechwyciły rosyjskiego Ił-20 około 30 kilometrów od Łeby. Także wtedy nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Wcześniejsze przechwycenia odnotowano również w lipcu i sierpniu. To powtarzalny wzorzec, a nie odosobniony epizod.
Bałtyk jest dziś obszarem stałej rywalizacji rozpoznawczej. Przebiegają tędy ważne szlaki transportowe, działa infrastruktura krytyczna, a przestrzeń powietrzna nad regionem ma znaczenie dla bezpieczeństwa całej wschodniej flanki NATO. Ministerstwo Obrony Narodowej samo wskazuje, iż ochrona przestrzeni powietrznej i infrastruktury na Bałtyku jest jednym z podstawowych zadań Polski i jej sojuszników.
Czujność zamiast uspokajających formuł
Dla Polaków stawką jest bezpieczeństwo lotów cywilnych, skuteczność systemu wczesnego ostrzegania i zdolność państwa do obrony własnej granicy. Sam fakt, iż Ił-20 pozostał poza polską przestrzenią, nie daje powodu do lekceważenia incydentu. Przeciwnie, pokazuje, jak blisko naszego wybrzeża Rosja prowadzi rozpoznanie i jak często wojsko musi odpowiadać na jej aktywność.
Polska odpowiedź powinna być twarda, ale pozbawiona nerwowości: stałe dyżury bojowe, sprawne radary, odpowiednia liczba gotowych maszyn i ścisła kooperacja z sojusznikami. Rosja sprawdza czujność. Wojsko Polskie ma obowiązek za każdym razem pokazać, iż polskiego nieba i polskiego wybrzeża nie da się obserwować bez reakcji.
Źródło: WP Wiadomości, komunikat Władysława Kosiniaka-Kamysza, Ministerstwo Obrony Narodowej
Źródło: WP Wiadomości









