Tyszanie bronią Trybunału Konstytucyjnego przed trwającym bezprawiem

5 часы назад

Tyszanie są wśród osób, które gromadzą się przed Trybunałem Konstytucyjnym w Warszawie, protestując przeciw bezprawnemu, siłowemu przejęciu tego najważniejszego w Polsce sądu przez sędziów w większości niedopuszczonych do orzekania w TK, których premier Donald Tusk nazwał „swoimi sędziami”. Protestujący mówią zgodnie o dokonującym się zamachu stanu, a prezydent Polski Karol Nawrocki o zbrodni konstytucyjnej.

W nocy z 30 na 31 października budynek Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie został opanowany przez policję. Pod osłoną pałek, tarcz i miotaczy gazu do gmachu zostali wprowadzeni sędziowie – w większości bez prawa orzekania, bo nie złożyli wymaganego ślubowania wobec prezydenta RP. Wśród tej grupy jest Maciej Berek, niedawny minister do spraw wdrażania polityki rządu, nazywany prawa ręką Donalda Tuska. Maciej Berek nie spełnia formalnego warunku, by zostać wybranym przez sejm choćby na sędziego-elekta – o czym, jak ujawniła niedawno już eksminister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wiedzieli posłowie koalicji, ale i tak oddali na niego głos.

Grupie sędziów

nazywanych sędziami-uzurpatorami przewodzi Anna Korwin-Piotrowska, która, korzystając ze wsparcia policji otaczającej budynek Trybunału, zawiesiła w czynnościach legalnego prezes TK Bogdan Święczkowskiego oraz jego zastępcę Bartłomieja Sochańskiego i zwołała na 3 listopada zgromadzenie ogólne sędziów TK (kolejne zebranie chce zwołać na 10 listopada). Mimo podejmowanych wysiłków nie udało się sędziom-uzurpatorom osiągnąć kworum, a więc podstawowego warunku zaistnienia zgromadzenia ogólnego TK (kolejne spotkanie ma odbyć się 10 listopada). O skali dokonującego się w tej chwili bezprawia najlepiej świadczy fakt naginania choćby matematyki do potrzeb politycznych. W towarzystwie sędziów-uzurpatorów uznano bowiem, iż ustawowy wymóg liczby sędziów dającej kworum, liczony jako ułamek 2/3 z 15 (stan ogólny sędziów TK), to nie 10, ale 8 – a akurat osiem osób dopuszczonych do TK zebrało się w budynku, do którego wstępu (m.in. legalnemu prezesowi TK) wciąż bronią uzbrojeni policjanci.

O bezprawiu

dziejącym się w tej chwili w TK mówią nie tylko prezesi Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz wybitni konstytucjonaliści (np. prof. Ryszard Piotrowski). Ostatnio głos w tej sprawie zabrał też Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, oznajmiając, iż z punktu widzenia obowiązującego prawa to Bogdan Święczkowski wciąż jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego.

Prezydent RP Karol Nawrocki

na wieść o zajmowaniu TK nakazał zawrócić samolot, którym leciał służbowo do Senegalu. Po wylądowaniu w Warszawie zjawił się przed budynkiem TK. Gdy drogę blokowali mu policjanci, ominął ich. Anna Korwin-Piotrowska (mimo wcześniej wystosowanego zaproszenia) wszelkimi siłami starała się zablokować wejście prezydenta, naruszając nietykalność Głowy Państwa (kancelaria prezydenta ma złożyć w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury). 3 listopada, podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego, prezydent Karol Nawrocki zażądał od premiera Tuska wycofania policji sprzed siedziby TK, a dziejące się w tej chwili w tym gmachu bezprawie nazwał m.in. zbrodnią konstytucyjną.

Tyszanie protestujący przed Trybunałem Konstytucyjnym 3.11.2026 r.; źródło: Kazimierz Biskupek

Tyszanie

od początku stanęli w obronie Trybunału Konstytucyjnego. Pierwsza ich grupa (Anna Syrek, Janusz Jabłoński, Marek Gołosz) wyjechała do stolicy w nocy z 30 na 31 października. Na Aleję Szucha w Warszawie (gdzie jest siedziba TK) docierają kolejni Tyszanie. W dniu obradowania nielegalnego zgromadzenia Korwin-Piotrowskiej, a więc 3 listopada, pojechali tam przedstawiciele Stowarzyszenia Represjonowanych w Stanie Wojennym Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, m.in. Tyszanin Kazimierz Biskupek.

Pan Kazimierz to więzień polityczny stanu wojennego wprowadzonego w 1981 roku przez komunistów, by zdławić „Solidarność”. Prześladowano go za działalność związkową w Transbudzie Tychy (był tam wiceprzewodniczącym „S”). 3 listopada br. do Warszawy pojechali z nim: Eugeniusz Karasiński, Aleksander Gaczek, Zbigniew Klih, Wojciech Poczachowski.

– Przeżyłem stan wojenny

– mówi Kazimierz Biskupek. – To, co rząd robi teraz z Trybunałem Konstytucyjnym, przypomina mi ten okres. Budynek TK obstawiony jest przez zamaskowanych policjantów gotowych użyć pałek przeciw pokojowym demonstrantom. Widok ten nie jest mi obcy. Nie tylko mnie. Na Alei Szucha, gdzie byliśmy, spotkaliśmy wielu weteranów „Solidarności”. Przyjechali tu z różnych stron kraju, by znowu walczyć o wolną Polskę. Podchodzili do nas. Byliśmy zgodni, iż to, co robi ten rząd, to zamach na państwo prawa, na demokrację. Tusk rżnie głupa, nie potrafił legalnie osadzić swoich sędziów w TK, to zrobił to przy pomocy policji. Teraz rżnie głupa, a przecież dobrze wie, o co chodzi. To się dopiero zaczęło. Jesteśmy gotowi znowu stanąć do walki. Na Al. Szucha cały czas jest Jan Mogielski z Mikołowa, należący do naszego stowarzyszenia, dyżuruje tam również w imieniu Śląsko-Dąbrowskiej „Solidarności”. 3 listopada przed Trybunałem Konstytucyjnym demonstrowali górnicy z kopalni „Piast”. To był symboliczny widok, bo przypomnę, iż m.in. w tej kopalni i w kopalni „Ziemowit” 45 lat temu wybuchł znany w całym kraju strajk przeciw stanowi wojennemu w Polsce.

Tyszanie protestujący 3.11.2026 r.; fot. Kazimierz Biskupek

W środę 4 listopada

przed Trybunałem Konstytucyjnym znowu widoczni byli Tyszanie. Mogli ich obserwować m.in. widzowie TV Republika. Ta grupa przyjechała samochodem. Byli w niej nie tylko mieszkańcy Tychów: Roman Ptasiński, Marek Morawiec, Marian Natanek, ale również Maciej Delwin z Mysłowic (dawniej mieszkał w Tychach) i Grzegorz Robaczyński z Bochni.

Roman Ptasiński

to weteran „Solidarności”. Wstąpił do tego związku w 1980 roku, a po wprowadzeniu stanu wojennego (w latach 1982-89) działał w podziemnej Komisji Zakładowej „S” przy KWK „Lenin” w Mysłowicach. W sierpniu 1988 roku był członkiem komitetu strajkowego w tej kopalni; po strajku został zwolniony z pracy.

– Pomodliłem się przed wyjazdem – mówi Roman Ptasiński. – Media podawały, iż są plany pacyfikacji protestujących przed Trybunałem Konstytucyjnym. Ostrzegał mnie przed tym mój kuzyn. Nie mogłem jednak zostać w domu. W Polsce źle się dzieje. Jawnie łamane jest prawo. Najpierw zajęli bezprawnie telewizję publiczną, później prokuraturę, uwięzili posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, a teraz siłą chcą zagarnąć Trybunał Konstytucyjny. Szarpali prezydenta Polski! Protestowałem przed gmachem telewizji, przed więzieniem, gdzie przetrzymywany był Mariusz Kamiński. Nie mogłem teraz nie pojechać przed gmach TK. Przewidując, iż możemy być szarpani przez policję, założyłem stare ubranie, którego nie byłoby mi żal, gdyby uległo zniszczeniu podczas rozruchów. Na Alei Szucha stanęliśmy przy obrazie opiekunki Matki Boskiej Częstochowskiej, powierzając się jej opiece. Demonstracja przebiegła spokojnie, bo, jak słyszałem, policja odmówiła przeprowadzenia pacyfikacji. Wśród demonstrantów panuje rodzinna atmosfera. Wszyscy się wspierają. Zadbano o wyżywienie, gorącą herbatę. Policji było sporo. Widać między nimi różnicę. Ci, co stoją na ulicy, nie byli wrogo nastawieni. Odpowiadali: „dzień dobry” na nasze „dzień dobry” skierowane do nich. Inaczej zachowywały się białe kaski stojące za ogrodzeniem. Milczeli. Ja nie pozdrawiałem policjantów. Nie mogłem się przemóc. To, jak potraktowali naszego prezydenta Karola Nawrockiego, jest hańbą!

Tyszanie protestujący przed TK 4.11.2026 r.; fot. Roman Ptasiński

– Są w Ojczyźnie takie chwile,

kiedy należy zachować się jak trzeba – mówi Maciej Delwin, weteran „Solidarności”, uczestnik strajku w KWK „Lenin”, zaangażowany w pomoc kolegom zwolnionym po tym strajku z pracy. – I to jest ten czas. Dlatego pojechaliśmy do Warszawy zaprotestować przeciw dokonującemu się tam bezprawiu. Mamy do czynienia z zamachem stanu! Zamachem na wolność, demokrację. Znowu walczymy o wolna Polskę. Nie przypuszczałem, iż wrócą takie czasy. A wróciły! Musimy zatrzymać ten bandycki rząd Tuska, który nielegalnie chce zagarnąć Trybunał Konstytucyjny.

– Gdy w Polsce wprowadzano stan wojenny,

odbywałem zasadniczą służbę wojskową – mówi Marian Natanek. – Przedłużono ją nam o rok: z dwóch do trzech lat. Pamiętam, gdy Jaruzelski ogłaszał stan wojenny, to zebrano wówczas wszystkich żołnierzy w naszej jednostce przed telewizorem. Po wyjściu z wojska od razu zapisałem się do podziemnej „Solidarności”. Nie chcę, by te ciemne czasy wróciły. Chcę, by moje dzieci i wnuki żyły w wolnej, praworządnej, demokratycznej Polsce i nie doświadczyły tego, czego ja musiałem doświadczyć. Dlatego pojechałem do Warszawy zaprotestować przeciwko bezprawnym działaniom rządu. Zaparkowaliśmy samochód przy Stadionie Narodowym. Mimo olbrzymiej przestrzeni brakuje tam miejsca. Ciągle przyjeżdżają autokary, przywożąc protestujących z całej Polski. Aby dostać się na Aleję Szucha, skorzystaliśmy z komunikacji miejskiej. Spotkani Warszawiacy byli wspaniali. Widząc nasze transparenty, okazywali nam na każdym kroku życzliwość, wsparcie, wszelką pomoc. Pozdrawiali, deklarując, iż sami po pracy udadzą się przed Trybunał Konstytucyjny. A tam panowała rodzinna atmosfera. Nikt nie wyszedł stąd głodny. Spontanicznie zorganizowano darmowy punk żywieniowy. Gdy zobaczyłem szpalery policjantów, to od razu przypomniał mi się stan wojenny. Wiem co to rozkaz. Nie mam pretensji do tych chłopców i dziewcząt w kaskach i tarczach. Podchodziłem do nich, mówiłem „dzień dobry”, zwykle odpowiadali. Winni są ich dowódcy, którzy wysłali ich do walki z własnym narodem! Jestem prywatnym przedsiębiorcą, szanuję prawo, porządek, dyscyplinę, bo bez tego państwo upada. A tam, w TK, mamy do czynienia z bezprawiem! Przeraża mnie postawa niektórych prawników, popierających to, co teraz dzieje się w Trybunale Konstytucyjnym. Liczę na powrót litery prawa, bo sterowana interpretacja, która zgodna jest z tym, jak prawo rozumie Tusk – prawem nie jest!

ZB

Читать всю статью