Miało być poważnie, naukowo i z akademickim tytułem w tle. Zamiast tego jest kolejna odsłona historii o tym, jak przedstawiciele nowoczesnych, młodych, wykształconych i wielkomiejskich elit radzą sobie z tworzeniem poważnych tekstów. Jakub Wiech, na siłę promowany przez główny nurt „ekspert” od energetyki nie obronił doktoratu na Uniwersytecie Warszawskim. Chwilę później sprawa zrobiła się jeszcze ciekawsza, bo do gry wkroczył państwowy Ośrodek Studiów Wschodnich. Tenże zarzucił mu plagiat.
Wiech pod lupą wygląda jeszcze gorzej niż jego wpisy w serwisie X. OSW poinformował bowiem Uniwersytet Warszawski, iż w jego rozprawie doktorskiej znalazły się obszerne fragmenty analiz Ośrodka. Według przedstawionego porównania chodzi o około 2,5% całej pracy. Wskazane fragmenty miały zostać wklejone bez jakichkolwiek zmian i bez podania źródła w postaci przypisu.
Nie jest to więc sytuacja, w której ktoś przeczytał cudzy tekst, wyciągnął z niego inspirację, a następnie napisał coś własnymi słowami. Według OSW w pracy znalazły się fragmenty wcześniejszych publikacji jego ekspertów. Wśród wskazywanych materiałów są m.in. analizy Agaty Łoskot-Strachoty dotyczące rynku gazowego oraz tekst Kamila Kłysińskiego i Wojciecha Konończuka dotyczący konfliktu gazowego Rosji z Białorusią.
Zielony komunista Jakub Wiech przedstawia oczywiście inną interpretację. Twierdzi, iż doszło do błędu w cytowaniu, a nie do świadomego przywłaszczenia cudzej pracy. Zwraca również uwagę, iż w innych miejscach swojej rozprawy wielokrotnie powoływał się na OSW i jego ekspertów. Jego zdaniem trudno więc mówić o zamiarze ukrywania źródeł.
I tutaj zaczyna się najbardziej interesująca część historii. Bo o ile można dyskutować, czy 2,5% rozprawy to dużo czy mało, o tyle procenty nie rozwiązują problemu podstawowego: o ile fragment cudzego tekstu został wykorzystany dosłownie, powinien być odpowiednio oznaczony. W pracy doktorskiej nie jest to detal równie istotny jak wybór czcionki. No chyba, iż mamy traktować takie prace jak zwykłe zadanie domowe w podstawówce, które moża ściągnąć od kolegi, lub zlecić jego napisanie tacie.
Na razie mamy ustalenia OSW, wyjaśnienia Wiecha oraz fakt, iż jego rozprawa nie uzyskała wymaganej większości podczas obrony. Sama obrona miała być zresztą wydarzeniem nietypowym. Głosowanie zakończyło się wynikiem 3 głosy za, 3 przeciw i 4 wstrzymujące się. Doktoratu więc nie ma. Teraz pojawił się dodatkowy problem, który Uniwersytet Warszawski będzie musiał wyjaśnić.
Cała historia ma przy tym pewien wyjątkowo ironiczny kontekst. Jakub Wiech jest jednym z najbardziej aktywnych polskojęzycznych publicystów zielonokomunistycznych, promujących radykalną transformację energetyczną i eurokołchozową politykę klimatyczną. Można więc powiedzieć, iż w tej historii wyjątkowo dobrze działa zasada: wykorzystywanie CO2 trzeba ograniczać, ale wykorzystywanie cudzych tekstów już niekoniecznie.
Oczywiście byłby to zbyt łatwy żart, gdyby chodziło wyłącznie o jedną osobę z „nowoczesnej” „warszaffki”. Problem jest niestety szerszy. W ostatnim czasie coraz częściej pojawiają się pytania o jakość produkcji intelektualnej unijnych i tuskowych elit. Z jednej strony mamy doktoraty, eksperckie analizy i poważne komentarze dotyczące przyszłości Polski i Europy. Z drugiej – coraz częściej pojawia się pytanie, ile z tej produkcji jest rzeczywiście samodzielną pracą autora.
Do tego dochodzi sztuczna inteligencja. Narzędzia takie jak ChatGPT potrafią w kilka sekund napisać tekst, który wygląda jak całkiem przyzwoity artykuł ekspercki. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek zapomina, iż AI ma być narzędziem, a nie autorem, redaktorem i recenzentem naukowym w jednym.
W tym kontekście warto przypomnieć niedawny skandal z Barbarą Mróz-Gorgoń, której publikacje stały się przedmiotem zarzutów dotyczących wykorzystania treści wygenerowanych przez AI. Obie historie łączy wiara, iż można produkować coraz więcej „eksperckich” treści, jednocześnie coraz mniej kontrolując ich rzeczywiste pochodzenie.
To prowadzi do dość zabawnego paradoksu. Pokolenie, które miało być najlepiej wykształcone, najbardziej cyfrowe i najbardziej świadome nowych technologii, może właśnie odkrywać starą prawdę: doktorat czy wielki projekt na zamówienie rządowe przez cały czas wymagają samodzielnej pracy, przypisy przez cały czas służą do wskazywania źródeł, a kopiowanie cudzych tekstów nie staje się bardziej eleganckie tylko dlatego, iż odbywa się w Warszawie, na uniwersytecie i w otoczeniu politycznie poprawnych frazesów o wiatrakach mielących ptaki.
NASZ KOMENTARZ: Czy sprawa doktoratu przyniesie koniec kariery pupila zielonych globalistów i zamordystów, jakim jest Jakub Wiech? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, iż w epoce sztucznej inteligencji, automatycznego generowania tekstów i zielonej rewolucji komunistycznej najwyraźniej coraz bardziej potrzebna staje się technologia znacznie starsza od ChatGPT: prawdziwa inteligencja. Tej ostatnio coraz bardziej brakuje w głównym nurcie.
Polecamy również: Rada Europy domaga się przyznania praw wyborczych imigrantom

11 godzin temu






![Chełm. W ubiegłym tygodniu odeszli od nas... [27-9-2026]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-chelm-w-ubieglym-tygodniu-odeszli-od-nas-20-9-2026-1790457904.jpg)






