Tom-Oliver Regenauer ur. 1978 w Bühl, Badenia-Wirtembergia. Jest niemieckim menedżerem, przedsiębiorcą, producentem muzycznym, autorem, publicystą i działaczem pokojowym. Od 2009 roku mieszka w Szwajcarii. Regularnie publikuje artykuły dotyczące filozofii, zagadnień społeczno-politycznych, geopolityki i przestępczości zorganizowanej.
Jeśli są Państwo zainteresowani tekstami źródłowymi, z których korzystał autor, to proszę kliknąć w tekście na czerwono oznaczone, aktywne terminy lub w tekście oryginalnym (linki powyżej) w odpowiednio zaznaczony przez podkreślenie termin.
Mojżesz Hess był prekursorem myślowym syjonizmu i socjalizmu. Zainspirował Marksa i Engelsa do tych koncepcji politycznych i był uważany przez SPD, którą pomógł założyć, jako „ojciec niemieckiej socjaldemokracji”. Ale Hess zainspirował również radykalnych syjonistów, takich jak Herzl i Żabotyński, którzy postrzegali Palestynę jako „kolonialną przygodę”. Duchowi potomkowie tych fanatyków skolonizowali teraz nie tylko Palestynę, ale także politykę, media i przestrzeń cyfrową w celu rozwiązania ich „arabskiego problemu”.
Tom-Oliver Regenauer | 13.11.2025
Podczas gdy działania izraelskiego rządu w Gazie rozpalają umysły na całym świecie, wielu współczesnych przez cały czas nie wydaje się być w stanie odróżnić judaizmu, Izraelczyków, rządu izraelskiego i syjonizmu. Chociaż już na stronie internetowej Domu Anne Frank jest prosta definicja, która stwierdza, co można dostrzec między innymi, iż „syjoniści wierzą w prawo do istnienia państwa żydowskiego. Mogą to być zarówno wierzący, jak i niewierzący Żydzi, a także nie-Żydzi. A to ostatnie jest kluczowe. Ponieważ Syjonizm jest segregacyjnym » ruchem narodowym« i » ideologią etnonacjonalistyczną « którego deklarowanym celem zawsze było ustanowienie państwa-narodu w Palestynie – państwa narodowego zarezerwowanego dla ludzi pochodzenia żydowskiego. To, czy są wierzącymi, czy nie, nie ma znaczenia. Syjonizm należy rozumieć jako doktrynę rasową.
Dlatego ta ideologia w oczach ortodoksyjnych Żydów (zdjęcie nr. 1) nie ma nic wspólnego z żydowskim wyznaniem – wiec i krytyka syjonizmu lub reżimu Izraela nie ma nic wspólnego z antysemityzmem. Podziały i zniesławienia, budowane w oparciu o tego argumentacyjnego „chochoła”, mogą zatem wynikać jedynie z braku wiedzy, ignorancji, głupoty lub złych intencji.
Widać to już choćby po tym, iż w tej chwili istnieje więcej syjonistów chrześcijańskich i ateistycznych niż takich, którzy wyznają judaizm – i znaczna liczba syjonistów antysemickich. W samych Stanach Zjednoczonych około 80 procent ewangelików jest zwolennikami chrześcijańskiego syjonizmu – wynika z sondażu chrześcijańskiej organizacji LifeWay Research. A grupa »Christians United for Israel« (CUFI), założona w 2006 roku, miała już w 2020 roku dobre siedem milionów członków. choćby ikony ekskluzywnego nacjonalistycznego syjonizmu, takie jak Theodor Herzl, Władimir Żabotyński lub David Ben-Gurion kilka miały wspólnego z religią – choćby jeżeli rząd Netanjahu – kierowany przez prawicowo-radykalny, syjonistyczny Likud i przesiąknięty fanatykami – chętnie sprawia takie wrażenie. Międzynarodowy syjonizm wykorzystuje judaizm tylko jako tarczę. Każdy, kto krytykuje Izrael, w jakikolwiek sposób, jest odruchowo zniesławiany jako „antysemita”. Przyznała to otwarcie w wywiadzie z 2002 roku Shulamit Aloni – która w młodości była członkinią syjonistycznego ruchu młodzieżowego Hashomer Hatzair oraz paramilitarnej organizacji podziemnej Hagana, a w rządzie Icchaka Rabina pełniła funkcję minister edukacji, komunikacji, nauki i kultury:
—Cóż, to taka sztuczka. Zawsze to wykorzystujemy, gdy ktoś z Europy krytykuje Izrael. Wtedy wprowadzimy Holokaust w grę. jeżeli ludzie tutaj w kraju krytykują Izrael, są antysemitami. A organizacja jest silna i ma dużo pieniędzy. (…)Mają władzę. I to jest w porządku. To utalentowani ludzie. Mają władzę, pieniądze i media, i inne rzeczy. A ich postawa brzmi: „Izrael jest moim krajem, czy jest to słuszne, czy nie”. Nie są gotowi przyjąć krytyki. I bardzo łatwo jest nazwać ludzi, którzy krytykują pewne działania izraelskiego rządu, antysemitą i wprowadzić w życie Holokaust i cierpienie narodu żydowskiego – w ten sposób usprawiedliwiamy wszystko, co robimyPalestyńczykom.
Izraelska gazeta „Haaretz” słusznie zauważyła 21 stycznia 2017 roku, iż „Izrael ewoluował od ateistycznego syjonizmu ku państwu żydowskiemu” – ku skrajnie prawicowej, segregacyjnej i niesekularnej strukturze władzy, która – nie tylko w ocenie izraelskiego filozofa Omriego Boehma – „nie daje się pogodzić z wartościami humanistycznymi”.
Kto tworzy władzę?
Skoro kwestia ta została już wyjaśniona i każdy choć trochę zorientowany czytelnik zdaje sobie sprawę z tego, jak ogromny wpływ – nie tylko na politykę USA – wywierają agresywne organizacje syjonistyczne, takie jak AIPAC (American Israel Public Affairs Committee) czy ADL (Anti-Defamation League), pojawia się pytanie: skąd wzięły się założenia współczesnego syjonizmu (kształtujące się mniej więcej od 1850 roku) i jak długo już wywierają one wpływ na – rzekomo demokratyczny – współczesny system polityczny? Warto w tym kontekście przytoczyć fragment artykułu z „BostonReview” z 23 maja 2019 roku, dotyczący założonej w 1913 roku organizacji ADL:
„Siła ADL, pozwalająca jej mobilizować działania przeciwko czarnoskórym liderom, nie wynika z wykorzystywania lęku przed antysemityzmem. Opiera się ona raczej na znacznie szerszym autorytecie, jaki ADL zyskała w walce z rasistowską, ksenofobiczną i wymierzoną w osoby queer »nienawiścią«. Mowa tu o roli o charakterze quasi-państwowym, którą ADL wykształciła w ciągu dekady lat 80. XX wieku (…)”.
»Moc ADL do mobilizacji przeciwko czarnym przywódcom nie opiera się na wykorzystywaniu lęków antysemityzmu. Opiera się raczej na znacznie bardziej wszechstronnym autorytecie, jaki ADL zdobyła w walce z rasistowskim, ksenofobicznym i queerowo-wrogim „nienawiścią”. Jest to quasi-państwowa rola, którą ADL opracowała w ciągu dekady w latach osiemdziesiątych(…).”
Thomas Woodrow Wilson, od 1913 do 1921 roku 28 Prezydent Stanów Zjednoczonych, powiedział na stronie dwunastej jego opublikowanej w 1913 roku książki »Nowa wolność« (»The New Freedom«):
„Odkąd wkroczyłem do świata polityki, ludzie powierzali mi swoje troski przede wszystkim w zaufaniu. Niektórzy z najbardziej wpływowych ludzi w Stanach Zjednoczonych – działający w sferze handlu i przemysłu – żywią przed kimś lub czymś strach. Wiedzą, iż gdzieś istnieje siła – tak zorganizowana, tak subtelna, tak czujna, tak ściśle powiązana, tak wszechogarniająca i tak przenikliwa – iż gdy ją krytykują, robią to ściszonym głosem”.
Choć Wilson – choćby po ośmiu stronach pełnych podobnych sugestii – nie udziela ostatecznej odpowiedzi na pytanie, o jaką dokładnie „potęgę” chodzi, całkiem prawdopodobne, iż miał na myśli angloamerykański syjonizm elit finansowych powiązanych transatlantycko. Mowa tu o środowisku skupionym wokół Alfreda Milnera,Edwarda Greya,Williama T. Steada i Lionela Curtisa, którzy – poprzez założony przez Cecila Rhodesa ruch „Ruch okrągłego stołu (Round Table)” – od końca XIX wieku manipulowali układem geopolitycznym na własną korzyść, co w konsekwencji doprowadziło do powstania coraz potężniejszego systemu globalnego zarządzania (global governance), sprawowanego przez organizacje ponadnarodowe. Znamienne jest również to, iż w 1913 roku uchwalono Ustawę oRezerwie Federalnej (Federal Reserve Act), która ponownie podporządkowała Stany Zjednoczone – dotychczas w dużej mierze niezależne finansowo – kontroli banku centralnego zdominowanego przez kapitał brytyjski.
Podczas gdy Cecil Rhodes, działając na zlecenie brytyjskich Rothschildów, dążył do ustanowienia monopolu na rynku diamentów w Afryce za pośrednictwem firmy De Beers, Wilson działał z ramienia Edwarda Mandella House’a – dyskretnego, ale niezwykle wpływowego „doradcy” i dyplomaty działającego w cieniu. House doradzał Wilsonowi od 1911 roku, odrzucił każdą propozycję objęcia stanowiska ministerialnego w jego gabinecie, w latach 1917–1919 reprezentował prezydenta USA podczas paryskich negocjacji pokojowych, a ponadto korzystał z gościny w Białym Domu, gdzie miał zapewnione zakwaterowanie. Mandell House utrzymywał ścisłe relacje z politykami, oligarchami, imperialistami oraz eugenikami w Europie – przede wszystkim w Wielkiej Brytanii. Tam pozostawał pod silnym wpływem Edwarda Greya, ówczesnego brytyjskiego ministra spraw zagranicznych, który jako kluczowa postać ruchu „Round Table” był jednocześnie bliskim powiernikiem brytyjskiej rodziny królewskiej, Stowarzyszenia Fabiańskiego (Fabian Society) oraz dynastii bankierskiej Rothschildów.
Pochodzenie współczesnego syjonizmu i socjaldemokracji
Nic więc dziwnego, iż w 1912 roku „pułkownik” House opublikowałnowelę zatytułowaną „Philip Dru: Administrator”, w której główny bohater prowadzi demokratyczny Zachód USA do wojny domowej przeciwko plutokratycznemu Wschodowi, by następnie samemu sięgnąć po władzę dyktatorską i wprowadzić Amerykę w „socjalizm”, o jakim „marzył Karol Marks”. Edward Mandell House nawiązywał w ten sposób do idei sformułowanych niegdyś w licznych esejach i książkach przez Mojżesza Hessa– urodzonego w 1812 roku w Bonnmyśliciela, prekursora socjalizmu i syjonizmu. Jego prace były fundamentem, bez którego trudno wyobrazić sobie powstanie Towarzystwa Fóabiańskiego (Fabian Society), brytyjskiej Partii Pracy (Labour) – a tym samym brytyjskiej socjaldemokracji – oraz koncepcji „Trzeciej Drogi”, stanowiącej swoisty wzorzec dla systemów sprawowania władzy we współczesnym „Zachodzie opartym na wartościach”.
Już w swojej drugiej książce, „Triarchia europejska” („Die Europäische Triarchie”), wydanej w 1841 roku, Hess opowiedział się za postępowym sojuszem Francji, Anglii i Niemiec, który miał przeciwstawić się „reakcyjnemu rezerwuarowi – Rosji” i poprowadzić ludzkość ku socjalistycznej utopii. Książka ta łączyła niemiecką filozofię z francuską polityką oraz brytyjskimi koncepcjami społeczno-ekonomicznymi, stając się jednym z fundamentów marksizmu. Również w 1841 roku Mojżesz Hess odegrał kluczową rolę w założeniu „Rheinische Zeitung” („Gazety Reńskiej”); to właśnie tam młody Karol Marks, zafascynowany ideami Hessa, opublikował swoje pierwsze teksty, a niedługo później zastąpił Hessa na stanowisku redaktora naczelnego. Dzięki Mojżeszowi Hessowi z politycznymi koncepcjami socjalizmu i komunizmu zetknął się po raz pierwszy także Fryderyk Engels – co skłoniło go do oficjalnego „przejścia” na komunizm w 1842 roku.
W 1844 roku Mojżesz Hess napisał tekst „Komunistyczne wyznanie wiary w pytaniach i odpowiedziach”, który stanowił pierwowzór „Manifestu partii komunistycznej” autorstwa Karola Marksa – dzieła zawierającego niejednokrotnie sformułowania identyczne z tymi, które znalazły się w pracach Hessa. Nie jest zatem przypadkiem, iż wydawca i publicysta Reinald Schröder stwierdza na swojej stronie internetowej, iż „można z pełnym przekonaniem powiedzieć, iż marksizm został stworzony przez trzech ludzi: przede wszystkim przez Engelsa, następnie przez Hessa, a w najmniejszym stopniu przez tego, od którego pochodzi nazwa nurtu”. Tworząc ten ranking, Schröder najwyraźniej pominął jednak fakt, iż to właśnie Hess wprowadził Engelsa w omawianą tematykę, co w rzeczywistości stawia Hessa na pierwszym miejscu.
W 1862 roku Mojżesz Hess opublikował kolejną książkę o ogromnym znaczeniu dla historii świata, zatytułowaną „Rzym i Jerozolima – ostatnia kwestia narodowościowa”. Dzieło to, budzące kontrowersje już w momencie wydania, ukazało Hessa jako „żydowskiego nacjonalistę”. Przede wszystkim jednak „Rzym i Jerozolima” stworzyły intelektualne „podwaliny nowoczesnego syjonizmu”. Główna teza książki głosiła bowiem, iż Żydzi nie stanowią jedynie wspólnoty wyznaniowej, ale są narodem.
Hess argumentował, iż „niemiecki antysemityzm nie jest pozostałością średniowiecznych uprzedzeń o podłożu religijnym, ale nowoczesnym antagonizmem rasowym, którego nie da się przezwyciężyć ani poprzez konwersję, ani przez integrację kulturową”. Opierając się na teorii ras, która pojawiła się w latach 50. XIX wieku, Hess zdefiniował Żydów jako jedną z pierwotnych, podstawowych ras ludzkości, której charakter narodowy jest niezmienny. Ponieważ w Europie Żydzi zawsze byli postrzegani jako obcy, jedynym wyjściem dla nich było odzyskanie własnej tożsamości narodowej. Hess marzył o odtworzeniu państwa żydowskiego w Palestynie. To odrodzenie narodowe było jednak nierozerwalnie związane z jego zasadami socjalistycznymi. Nowe społeczeństwo żydowskie miało opierać się nie na burżuazyjnym indywidualizmie, ale na zasadach mojżeszowych, które Hess określał mianem socjaldemokratycznych. Ziemia miała stanowić własność wspólną, a rolnictwo, przemysł i handel miały być zorganizowane na zasadach spółdzielczych, aby stworzyć społeczeństwo sprawiedliwe i egalitarne.
Mojżesz Hess (s. 236, 240) nie postrzegał syjonizmu jako sprawy wyłącznie żydowskiej; umieszczał raczej jego zadania w kontekście europejskiego nacjonalizmu, argumentując (s. 44), iż „Francja, ze swoją tradycją wyzwoleń narodowych” oraz „interesem” w Kanale Sueskim – którego budowę w znacznej mierze sfinansowałLionel Nathan de Rothschild– stanowi „naturalnego patrona nowego żydowskiego wspólnoty politycznej”. Podobnie postrzegali to prawdopodobnie sami Rothschildowie, którzy od końca XIX wieku przekazywali środki na żydowskie osiedla w Palestynie, a w 1958 roku sfinansowali choćby budowę siedziby parlamentu – Knesetu.
Aż do swojej śmierci w 1875 roku Mojżesz Hess angażował się w syjonizm oraz krzewienie własnej wizji „socjalizmu utopijnego”. Współpracował z założonym w 1864 roku w Londynie Międzynarodowym Stowarzyszeniem Robotników (tzw. I Międzynarodówką (First International)), często występując w roli osobistego przedstawiciela Karola Marksa. Napisał również liczne artykuły poświęcone żydowskiemu nacjonalizmowi, historii i mesjanizmowi, mające stanowić wsparcie dla argumentacji przedstawionej w dziele „Rzym i Jerozolima”. Mojżesz Hess został pochowany w dzielnicy Deutz w Kolonii; tam też SPD – partia, w której tworzeniu brał udział (co ciekawe, fakt ten – w przeciwieństwie do angielskiej wersji Wikipedii – jest pomijany w niemieckojęzycznej Wikipedii) – zleciła wygrawerowanie na jego nagrobku inskrypcji: „Ojciec niemieckiej socjaldemokracji” (s. 7).
W 1961 roku szczątki Hessa zostały przewiezione do Izraela. Upamiętnia go jedna ze 124 figur na wieży ratuszowej w Kolonii, a władze dzielnicowe jego rodzinnego miasta, Bonn, podjęły w grudniu 2023 roku decyzje o uczczeniu Mojżesza Hessa pomnikiem na brzegu Renu. Biorąc pod uwagę niewyobrażalne cierpienie, jakie ideologie panowania – syjonizm, socjalizm i komunizm, w znacznym stopniu inspirowane przez Hessa – sprowadziły (i wciąż sprowadzają) na świat, jest to decyzja więcej niż kontrowersyjna. Nieprzypadkowo wojujący syjonista Władimir Ze’ew Żabotyński – utrzymujący kontakty z brytyjskim wywiadem MI6 – stwierdził w swojej książce „Legion Żydowski w wojnie światowej”, iż Hess należy do postaci historycznych, którym syjonizm zawdzięcza podpisaną w 1917 roku Deklarację Balfoura: „Deklarację Balfoura zawdzięczamy zarówno Herzlowi, jak i Rothschildowi, zarówno Pinskerowi, jak i Hessowi”.
Z kolei Żabotyńskiemu zawdzięczamy między innymi założenie (s. 19) „Związku Syjonistów-Rewizjonistów” w 1925 roku oraz ekstremistycznej syjonistycznej organizacji młodzieżowej Betar w 1923 roku (s. 133). Betar to skłonne do przemocy ugrupowanie, które „można uznać za protoplastę partii takich jak Herut czy Likud” i którego wywrotowe oraz rasistowskie działania stały się niedawno – w kontekście „Trumpa 2.0” – tematem wartego obejrzenia, blisko 50-minutowego filmu dokumentalnego przygotowanego przez portal The Grayzone. Już 24 sierpnia 2016 roku serwis ten informował o tym, jak „brutalni żydowscy ekstremiści przeszli drogę od marginalnych grup do głównego nurtu francuskiej prawicy”.
Jeszcze w czerwcu 2025 roku „taz” zwracała uwagę, iż organizacja Betar USA została na nowo założona w czerwcu 2023 roku i iż w tej chwili istnieje również jej niemiecka filia, która „nie ma żadnych oporów przed kontaktami choćby z AfD”.
Teoria syjonistyczna
Skłonność organizacji Żabotyńskiego do stosowania przemocy nie powinna dziwić, jeżeli weźmie się pod uwagę, iż syjonizm rewizjonistyczny lat 20. XX wieku czerpał silne inspiracje z włoskiego faszyzmu Mussoliniego. Warto tu przywołać artykuł w dzienniku „Haaretz” z 20 lipca 2019 roku, zatytułowany: „Kiedy Żydzi wielbili Mussoliniego i wspierali nazistów: poznajcie pierwszych izraelskich faszystów”. Żabotyński postrzegał faszystowskie Włochy jako wschodzącą potęgę i naturalnego sojusznika (s. 150). W 1934 roku, w porozumieniu z Benito Mussolinim, założył w Civitavecchii (Włochy) Akademia Marynarki Wojennej Betar, której celem było szkolenie kadetów z całego świata na potrzeby przyszłych izraelskich sił morskich. Rewizjoniści dążący do urzeczywistnienia idei „Wielkiego Izraela” – tacy jak Żabotyński – odwołują się do pierwotnych założeń syjonizmu i odrzucają wszelkie kompromisy z ludnością arabską w kwestii żydowskiego osadnictwa w Palestynie.
Stanowisko to można prześledzić m.in. w eseju Żabotyńskiego pt. „Żelazny mur (My i Arabowie)”, opublikowanym w 1923 roku w syjonistycznym czasopiśmie „Rasswiet” (początkowo w języku rosyjskim). Żabotyński uważał, iż arabska ludność Palestyny nigdy dobrowolnie nie zaakceptuje żydowskiej większości, a syjoniści nie powinni oferować żadnego „ekwiwalentu” w zamian za przejęcie tego terytorium. W związku z tym syjonistyczna kolonizacja musiała albo zostać przerwana, albo być kontynuowana bez jakiegokolwiek względu na miejscową ludność. I to właśnie to drugie rozwiązanie stało się faktem. Te „ukryte korzenie faszystowskiej przeszłości Izraela” były m.in. tematem artykułu opublikowanego przez Middle East Monitor 27 stycznia 2020 roku – choć, biorąc pod uwagę działania organizacji Betar w Stanach Zjednoczonych oraz trwające ludobójstwo w Strefie Gazy, trudno już mówić jedynie o „faszystowskiej przeszłości”.
Tydzień po opublikowaniu tekstu „Żelazny mur” Żabotyński przedstawił jego uzupełnienie pod tytułem „Etyka żelaznego muru”. Wyjaśnił w nim:
„Jest aktem prostej sprawiedliwości odebranie części terytorium narodom, które należą do największych posiadaczy ziemskich na świecie, aby zapewnić schronienie bezdomnemu, wędrownemu ludowi. A jeżeli naród dysponujący tak rozległymi ziemiami stawia opór – co jest czymś zupełnie naturalnym – należy go zmusić do wyrażenia zgody. Sprawiedliwość wymuszona siłą nie przestaje być sprawiedliwością. Jest to jedyna polityka wobec Arabów, jaką uważamy za możliwą. jeżeli chodzi o traktaty, będziemy mieli czas, by dyskutować o nich później”.
W świetle takich wypowiedzi tym bardziej naganne jest to, iż organizacja Betar USA do dziś otwarcie deklaruje na swojej stronie internetowej przywiązanie do ideologii Żabotyńskiego, a jej kluczowi przedstawiciele – jak wynika z materiału dokumentalnego portalu „The Grayzone” – chwalą się, iż odpowiadają za „większość” deportacji przeprowadzonych przez administrację Trumpa pod pretekstem antysemityzmu. Ikony syjonizmu, takie jak Żabotyński – w przeciwieństwie do współczesnych organizacji lobbingowych, jak AIPAC czy ADL – nigdy nie ukrywały, iż utworzenie państwa Izrael było projektem kolonizacyjnym, zakładającym wypędzenie rdzennej ludności. Intencje te często wybrzmiewały już w samych nazwach organizacji: Jewish Colonisation Association (1891), Palestine Jewish Colonisation Association(1924), Jewish Colonial Trust (1899, w tej chwili Bank Leumi) czy też wydział ds kolonizacji w ramach Agencji Żydowskiej dla Izraela (Jewish Agency for Israel, 1929) – będącej dziś największą na świecie organizacją pozarządową powiązaną ze Światową Organizacją Syjonistyczną (World Zionist Organization(WZO)), założoną w 1897 roku przez Theodora Herzla.
Władimir Żabotyński stwierdził wprost: „syjonizm to kolonialna przygoda”. W 1902 roku, w liście do Cecila Rhodesa – człowieka, który poprzez ustawę Glen Grey Act z 1894 roku w RPA de facto stworzył podwaliny apartheidu – Theodor Herzl nazwał projekt syjonistyczny „przedsięwzięciem kolonialnym”. W 1896 roku Herzl wspominał o „istotnych eksperymentach kolonialnych”, które miały wówczas miejsce w Palestynie (il. 3, 4). 3 września 1897 roku, podczas kongresu Światowej Organizacji Syjonistycznej w Bazylei, Herzl zapisał (s. 15): „W Bazylei założyłem państwo żydowskie. Gdybym powiedział to dziś głośno, wywołałbym powszechny śmiech. Być może za pięć lat – a z pewnością za pięćdziesiąt – wszyscy będą o tym wiedzieć”. W swoim dzienniku (s. 47) Herzl przewidywał: „Antysemici staną się naszymi najbardziej lojalnymi przyjaciółmi, a narody antysemickie – naszymi sojusznikami”. Prawdziwie szokujący zbiór podobnych wypowiedzi wpływowych syjonistów można znaleźć na stronie internetowejj organizacji „Partners for Progressive Israel” lub w serwisie „Palestine Remembered”. Przykładowo, Dawid Ben Gurion w swoim przemówieniu z 1938 roku stwierdził:
„Nie ignorujmy prawdy. Z politycznego punktu widzenia to my jesteśmy agresorami, a oni się bronią. Ten kraj należy do nich, ponieważ go zamieszkują, podczas gdy my tu przybywamy i chcemy się osiedlić – a w ich oczach oznacza to, iż chcemy im odebrać ich ziemię. Za terroryzmem stoi ruch, który – choć prymitywny – nie jest pozbawiony idealizmu i gotowości do poświęceń”.
22 listopada 1947 roku agenci wysłani przez Ben Guriona szantażowali założyciela International Basic Economy Cooperation (IBEC), Nelsona Rockefellera, aby wpłynąć na zaplanowane na 29 listopada 1947 roku głosowanie ONZ w sprawie rezolucji 181(II), która miała doprowadzić do powstania państwa Izrael. Rockefeller miał – za pośrednictwem wpływowej organizacji IBEC – doprowadzić do tego, by państwa południowoamerykańskie zagłosowały za przyjęciem rezolucji. Narzędziem nacisku (s. 424 i nast.) były dokumenty dowodzące, iż zarówno rodziny Rockefellerów i Bushów, jak i szereg innych znaczących postaci z Wall Street, finansowały dojście do władzy Trzeciej Rzeszy. Plan się powiódł. Dokumenty zniknęły. A Ben Gurion, uskrzydlony pomyślnym dla siebie głosowaniem w ONZ, oświadczył w 1948 roku swojemu sztabowi generalnemu:
„Powinniśmy przygotować się do ofensywy. Naszym celem jest rozbicie Libanu, Transjordanii i Syrii. Słabym punktem jest Liban, ponieważ tamtejszy muzułmański reżim jest sztuczny i łatwo go będzie zdestabilizować. Ustanowimy tam państwo chrześcijańskie, a następnie rozbijemy Legion Arabski i wyeliminujemy Transjordanię. Syria wpadnie w nasze ręce. Potem przeprowadzimy bombardowania i ruszymy dalej, by zająć Port Said, Aleksandrię oraz Synaj”.
Na pytanie, co powinno stać się z Palestyńczykami, pierwszy premier Izraela odpowiedział niegdyś w swobodnym tonie:
„Wypędźcie ich!”.
A 18 lipca 1948 roku Ben-Gurion zapisał w swoim dzienniku:
„Musimy zrobić wszystko, aby mieć pewność, iż nigdy nie wrócą”.
Yosef Weitz – od 1932 roku dyrektor Żydowskiego Funduszu Narodowego (Jewish National Fund(JNF)), założonego w 1901 roku (którego majątek w 2015 roku wynosił blisko 13 miliardów) i nazywany „architektem transferu” –nakreślił (s. 132) cel syjonizmu w następujący sposób: „Idea syjonistyczna stanowi odpowiedź na kwestię żydowską w Ziemi Izraela (…). Całkowite usunięcie z kraju jego dotychczasowych mieszkańców i przekazanie go narodowi żydowskiemu – oto rozwiązanie”. Stronę dalej dodaje: „Poprzez sam wykup ziemi, bez podjęcia działań na rzecz przesiedlenia palestyńsko-arabskiej ludności, nie zdołamy rozwiązać naszego problemu”. O tym, w jaki sposób Weitz zamierzał rozwiązać „arabski problem”, można przeczytać na stronie 186 książki „Expulsion of the Palestinians” („Wypędzenie Palestyńczyków”): „Sporządziłem wykaz palestyńsko-arabskich wiosek, które – moim zdaniem – należy opróżnić, aby skonsolidować terytoria żydowskie. Ponadto przygotowałem listę miejscowości, w których istnieją spory o ziemię i gdzie konieczna będzie nasza interwencja wojskowa”.
Max Nordau już w 1905 roku, na stronie 40 swojej książki „Syjonizm i antysemityzm”, stwierdził jasno:
„Syjonizm odrzuca co do zasady wszelką kolonizację na małą skalę oraz ideę »zakradania się« do Palestyny”. Przeciwnie, postuluje on, „aby istniejące i obiecujące początki żydowskiej kolonizacji były pielęgnowane i utrzymywane, dopóki ruch ten nie stanie się możliwy na wielką skalę”.
Praktyka syjonistyczna
Cel ten miał zostać osiągnięty między innymi poprzez „pracę żydowską” – nazywaną również „podbojem poprzez pracę”. Była to koncepcja syjonistyczna, która od 1905 roku zyskała szerokie poparcie wśród żydowskich osadników, a jej założeniem było wyparcie pracowników pochodzenia arabskiego. Równolegle organizacje syjonistyczne nabywały w Palestynie grunty, zastrzegając, iż nigdy nie mogą one przejść w ręce nieżydowskich właścicieli. W ten sam nurt wpisywało się tworzenie pierwszych kibuców – kolektywnych wspólnot rolniczych, które przyjmowały wyłącznie osoby pochodzenia żydowskiego. Kibuc stał się tym samym prototypem osiedli, które później miały powstawać także poza granicami państwa Izrael. Chaim Weizmann, pochodzący z Białorusi działacz – początkowo przewodniczący Światowej Organizacji Syjonistycznej, a później pierwszy prezydent Izraela – napisał w swojej autobiografii wydanej w 1949 roku, iż żywił „nadzieję, iż dzięki żydowskiej imigracji Palestyna stanie się ostatecznie tak żydowska, jak Anglia jest angielska”. W swojej książce Weizmann wyjaśnia, iż za wzór przyjął „wybitny sukces, jaki Francuzi odnieśli w Tunezji”. „To, co Francuzi osiągnęli w Tunezji, mogliby osiągnąć Żydzi w Palestynie” – stwierdził Weizmann.
Nakba, która rozpoczęła się w 1948 roku i pozbawiła ojczyzny blisko 750 000 Palestyńczyków, dowiodła, iż słowa Weizmanna nie były przesadzone. Paramilitarne grupy terrorystyczne – takie jak Hagana,IrgunczyLehi, z których później wyłoniły się Siły Obronne Izraela (IDF) – bezwzględnie dokonywały masakr na miejscowej ludności i wysiedlały mieszkańców ponad 500 wiosek; miejscowości te albo zrównano z ziemią, albo przejęli je osadnicy, nadając im nowe, hebrajskie nazwy. Izrael do dziś przedstawia czystki etniczne z czasów Nakby jako element wojny o niepodległość, która doprowadziła do ustanowienia suwerennego państwa izraelskiego. To syjonistyczny cynizm. Bowiem po Nakbie przyszła Naksa – kolejna fala wypędzeń, która rozpoczęła się po wojnie sześciodniowej w 1967 roku i trwa nieprzerwanie do dziś.
Jeśli zatem ktoś w dzisiejszych czasach oburza się przede wszystkim dlatego, iż ofiary czystek etnicznych i ucisku bronią się dzięki dostępnych im środków, warto odesłać go do przemówienia byłego szefa sztabu izraelskiej armii, Moszego Dajana, wygłoszonego w 1956 roku:
„Kim adekwatnie jesteśmy, by zwalczać ich nienawiść? Od ośmiu lat tkwią w obozach dla uchodźców w Strefie Gazy – a my, na ich oczach, przekształcamy ziemię i wioski, w których żyli oni oraz ich przodkowie, w nasz teren osadniczy. Jesteśmy pokoleniem osadników. Bez stalowego hełmu i armaty nie potrafimy zasadzić drzewa ani zbudować domu”.
Wtedy było to zaledwie „osiem lat”. Dziś mija niemal osiemdziesiąt – a ze Strefy Gazy kilka już pozostało. Według aktualnych danych Organizacji Narodów Zjednoczonych 80 procent budynków w Strefie Gazy zostało zniszczonych lub uszkodzonych. W mieście Gaza odsetek ten wynosi 92 procent. 8 października dziennik „The Times of Israel” podał liczbę 83 procent, co przekłada się na około 81 000 budynków. W wyniku nieproporcjonalnych ataków izraelskich zginęło dotychczas blisko 70.000 osób, w tym co najmniej 20.000 dzieci.
„Jedna na dziesięć osób zginęła lub została ranna w wyniku izraelskiego ataku. Dziewięć osób zostało wysiedlonych. Co najmniej trzy na dziesięć osób od wielu dni nic nie jadły. Na każde 100 dzieci czworo straciło jednego lub oboje rodziców. Osiem na dziesięć budynków (…) zostało uszkodzonych lub zrównanych z ziemią. Dziewięć na dziesięć budynków mieszkalnych uległo zniszczeniu. Osiem na dziesięć hektarów gruntów rolnych zostało zniszczonych (…)”. (AP, 9. Oktober 2025)
Wygląda na to, iż Netanjahu jest już bliski osiągnięcia swojego celu. W 2019 roku przyznał on otwarcie w jednym z wpisów w internecie, iż „Izrael nie jest państwem wszystkich swoich obywateli”, ale „państwem narodowym obywateli żydowskich – i tylko ich”. Syjonistyczny projekt kolonizacyjny wkroczył zatem w swoją końcową fazę. W obliczu obecnego status quo trwały pokój, rozwiązanie dwupaństwowe czy choćby niepodległe państwo palestyńskie wydają się już niemal nie do pomyślenia. Sytuacja ta jednak coraz bardziej osłabia pozycję izraelskiego rządu. Niewielu bowiem wierzy jeszcze w jego propagandową narrację o „obronie własnej”. Na całym świecie ludzie wychodzą na ulice, protestując przeciwko oczywistemu ludobójstwu. Siły Obronne Izraela (IDF) – jedna z najpotężniejszych armii świata – nie „walczą” bowiem z równorzędnym przeciwnikiem, dysponującym samolotami bojowymi, marynarką wojenną, dronami sterowanymi przez sztuczną inteligencję czy nowoczesnym uzbrojeniem, ale z ludnością cywilną. I każdy to widzi.
Nic więc dziwnego, iż syjonistyczne elity kształtujące narrację od zawsze sięgają po nieuczciwe metody, by przedstawić reżim apartheidu w Izraelu w roli ofiary – stosując m.in. operacje typu „fałszywa flaga” (ang. *false flag*). Już w 1989 roku w USA przyłapano studenta pochodzenia żydowskiego na zainscenizowaniu antysemickiego ataku. Do podobnych zdarzeń dochodziło w 2004 roku we Francji, w 2017 roku w Nowym Jorku i Wielkiej Brytanii, w 2019 roku w Waszyngtonie, w 2021 roku w Niemczech, w 2022 roku w Chicago, w marcu 2025 roku w Sydney (Australia), a zaledwie kilka dni temu – ponownie w Nowym Jorku. A to tylko te przypadki, które pojawiły się na pierwszej stronie wyników w mojej wyszukiwarce. Dwa lata temu organizacja European Legal Support Center (ELSC) przeanalizowała 40 zarzutów o antysemityzm, zgłoszonych w latach 2017–2022. Wynik? Żaden z nich nie był zasadny. W żadnym z tych 40 przypadków nie doszło do zachowania antysemickiego, które podlegałoby sankcjom prawnym. Co więcej, coraz więcej osób zaczyna to dostrzegać.
W ten sposób coraz bardziej beznadziejna wojna propagandowa reżimu syjonistycznego przenosi się w przestrzeń cyfrową. O ile bowiem działania zbrojne przeciwko temu, co pozostało z Palestyny, były z syjonistycznego punktu widzenia całkiem skuteczne, o tyle w wojnie propagandowej Izrael powoli, ale nieuchronnie, zaczyna przegrywać. Nikt bowiem, kto potrafi trzeźwo myśleć i posiada kompas moralny, nie popiera bezkrytycznej rzezi bezbronnych kobiet i dzieci.
Aby przeciwdziałać rosnącemu sprzeciwowi opinii publicznej wobec działań Izraela oraz uchronić swojego „partnera” na Bliskim Wschodzie przed stratami gospodarczymi, 31 stycznia 2025 roku Stany Zjednoczone przyjęły ustawę, zakazującą przedsiębiorstwom udziału w określonych akcjach bojkotu innych państw, inicjowanych przez organizacje pozarządowe (NGO). Niedługo potem szereg amerykańskich stanów wprowadziło przepisy, które kryminalizują bojkot izraelskich towarów i usług. Niemiecki Bundestag zareagował jeszcze wcześniej: już na początku 2024 roku poddano tam pod dyskusję rezolucję w sprawie antysemityzmu, która – mimo iż zagraża podstawowym prawom obywatelskim – została ostatecznie przyjęta 7 listopada 2024 roku. Niejasne sformułowania zawarte w tym dokumencie wręcz zachęcają do jego nadużywania. Otwierają one bowiem drogę do arbitralnego zniesławiania głosów krytycznych i stanowią poważne zagrożenie dla wolności słowa, sztuki oraz prasy.
Podobnie rzecz ma się z faktem, iż już na początku 2025 roku ujawniono, iż „AppCloud” – aplikacja preinstalowana na telefonach Samsunga, opracowana przez kontrowersyjną izraelską firmę Iron Source – gromadzi wysoce wrażliwe dane użytkowników. Firma Iron Source została założona w 2010 roku przez Tomera Bar-Zeev, który – co za niespodzianka – studiował informatykę w ramach Sił Obronnych Izraela (IDF), a później został wyróżniony przez Goldman Sachs jako jeden z najbardziej przekonujących założycieli firm, a w 2015 roku także przez Światowe Forum Ekonomiczne (WEF). A wszystko to mimo faktu, iż jego przedsiębiorstwo zasłynęło przede wszystkim rozpowszechnianiem złośliwego systemu (malware). W tym kontekście warto przypomnieć, iż izraelskie startupy technologiczne, powiązane ze służbami wywiadowczymi, zatrudniają około 400.000 osób, generują 20 procent produktu krajowego brutto i odpowiadają za 53 procent eksportu. Jednak choćby to nie jest w stanie przeciwdziałać narastającemu sprzeciwowi wobec destrukcyjnych działań Izraela w Strefie Gazy.
Pole bitwy: media społecznościowe
Dlatego też aparat propagandowy syjonistów – koordynowany przez brytyjskie, amerykańskie i izraelskie służby wywiadowcze – koncentruje się w tej chwili na platformach społecznościowych. Mimo zorganizowanej cenzury, w serwisach TikTok i Twitter wciąż krążą zdjęcia, nagrania wideo oraz relacje świadków, dokumentujące izraelskie okrucieństwa i zbrodnie wojenne. Manipulowanie algorytmami, blokowanie profili i ograniczanie zasięgów przestało wystarczać, by ukryć prawdę. Z tego powodu establishment, skorumpowany przez syjonizm, gorączkowo poszukuje innych rozwiązań, które pozwoliłyby uratować oficjalną narrację.
Jednym z takich rozwiązań jest Larry Ellison. Założyciel Oracle – koncernu technologicznego, który swoje początki wywodzi z projektu CIA – od września 2025 roku (według magazynu „Forbes”) jest drugą osobą w historii, której majątek przekroczył 400 miliardów dolarów; uznaje się go również za „największego sponsora Izraela”. Już w 2015 roku Ellison otwierał listę 20 najbardziej wpływowych „syjonarderów” (ang. *zionaires*) w USA – zestawienie miliarderów pochodzenia żydowskiego, którzy wspierają syjonizm poprzez ogromne darowizny. A Ellison przekazuje pokaźne sumy: na przykład w 2017 roku wpłacił 16,6 milliona dolarów na rzecz Sił Obronnych Izraela (IDF). Zbrodniarza wojennego Benjamina Netanjahu zalicza do grona swoich najbliższych przyjaciół. Trudno zatem uznać za przypadek, iż 7 sierpnia 2025 roku Larry Ellison przejął giganta medialnego Paramount Global (do którego należy m.in. CBS News) i mianował zagorzałą-syjonistkę Bari Weiss na stanowisko redaktor naczelnej. w tej chwili prawdopodobne wydaje się również przejęcie Warner Bros. – spółki macierzystej CNN – choć do transakcji tej prawdopodobnie dojdzie dopiero w 2026 roku.
Wkrótce po przejęciu Paramount Global przez Ellisona ujawniono, iż firma Oracle – obok Andreessen Horowitz, Silvergate i innych amerykańskich inwestorów – weźmie udział w zakupie amerykańskiego oddziału ByteDance (operatora TikToka). Ellison dąży bowiem do zapewnienia sobie dominującej pozycji w branży medialnej. Pod koniec października amerykańskie konsorcjum pod wodzą Ellisona przejęło ByteDance za kwotę około 15 milliardów dolarów, mimo iż jeszcze niedawno analitycy wyceniali tę spółkę na blisko 330 miliardów dolarów. Wygląda więc na to, iż syjoniści czerpią korzyści z faktu – o którym wspominał amerykański kongresmen Thomas Massie – iż każdemu członkowi Kongresu przydzielany jest „opiekun” z ramienia organizacji AIPAC. W tym kontekście izraelski dziennik „Haaretz” poinformował 9 listopada 2025 roku, iż „Izrael inwestuje miliony w amerykańskie firmy powiązane z Trumpem, aby wywierać wpływ na wiernych w kościołach, wdrażać chatboty, angażować influencerów oraz sprawić, by ChatGPT stał się bardziej przychylny Izraelowi”. Tego samego dnia na łamach „Wall Street Journal” ukazał się artykuł wyjaśniający, iż NSO Group – owiane złą sławą przedsiębiorstwo produkujące oprogramowanie-szpiegowskie, powiązane z izraelskimi służbami specjalnymi – zyskało nowego głównego udziałowca. Jest nim Robert Simmonds, hollywoodzki producent, który zatrudnił bliskiego współpracownika Trumpa, aby poprawić nadszarpnięty wizerunek NSO Group.
Warto odnotować, iż jeszcze we wrześniu i październiku 2025 roku prezydent Kolumbii Gustavo Petro skarżył się, iż CIA wykorzystuje oprogramowanie Pegasus firmy NSO Group do szpiegowania jego kraju. Tymczasem drony typu quadrokopter produkcji Skydio – używane przez Siły Obronne Izraela (IDF) w Strefie Gazy – pełnią już służbę patrolową na terenie USA. Firma ta, wsparta na starcie kapitałem od Andreessen Horowitz, zawarła już ponad 800 kontraktów z tamtejszymi organami bezpieczeństwa. O firmie Palantir choćby nie wspominając.
W przypadku nabycia udziałów w NSO Group czy TikTok USA nie chodzi oczywiście tylko o dominację w sferze interpretacji rzeczywistości czy zarządzanie narracją – wszak Oracle, podobnie jak firma Palantir Petera Thiela czy NSO Group, jest przede wszystkim przedsięwzięciem wywiadowczym, zajmującym się gromadzeniem danych. W 1977 roku głównym zadaniem samego Ellisona było zaprogramowanie relacyjnej bazy danych na potrzeby amerykańskich służb wywiadowczych. Do dziś Oracle zatrudnia 1000 pracowników zajmujących się sprzedażą i doradztwem, którzy koncentrują się wyłącznie na projektach rządowych; oferują oni państwom oprogramowanie służące do tworzenia szczegółowych map cyfrowych, wykorzystywanych następnie do reagowania na „zamachy” oraz ich zapobiegania. Mowa tu o tzw. działaniach policyjnych opartych na analizach predykcyjnych (ang. *predictive policing*). W tym kontekście warto przypomnieć wymowny cytat założyciela Oracle:
»Baza danych Oracle służy do zarządzania praktycznie wszystkimi danymi. Informacje o Twoich bankach, stanie konta, oszczędnościach – wszystko to jest przechowywane w bazie danych Oracle. Twoja rezerwacja lotu znajduje się w bazie danych Oracle. Książki kupione w serwisie Amazon są zapisane w bazie danych Oracle. Twój profil w serwisie Yahoo! również jest przechowywany w bazie danych Oracle.«
We wrześniu 2024 roku Ellison uzupełnił tę wypowiedź prognozą, którą w czasach narzuconej, wszechobecnej sztucznej inteligencji należy odczytywać jako groźbę:
„Obywatele będą zachowywać się wzorowo, ponieważ nieustannie prowadzimy nagrania i składamy relacje”.
Oprócz syjonistów, takich jak Ellison i inni, dbają o to również amerykańskie służby wywiadowcze – między innymi poprzez tajny program Pentagonu o nazwie „Signature Reduction”, w ramach którego działa około 60 000 tajnych agentów cybernetycznych oraz blisko 130 prywatnych przedsiębiorstw. To dziesięciokrotnie więcej niż w przypadku CIA. Biorąc pod uwagę układ sił politycznych w Waszyngtonie, nie ulega wątpliwości, iż „Signature Reduction” przeznacza w tej chwili znaczną część swoich zasobów na „rejestrowanie i raportowanie” w służbie międzynarodowego syjonizmu.
Oprócz TikToka, Facebooka, Instagrama i YouTube’a, dotyczy to przede wszystkim Twittera. W listopadzie 2023 roku Elon Musk udał się bowiem do Tel Awiwu, aby wziąć udział w tajnym spotkaniu. Oprócz Muska uczestniczyli w nim: Benjamin Netanjahu; Omri Casspi – były zawodowy koszykarz zaangażowany w projekt „Syjonizm 2.0”; Daniel Gold – emerytowany generał brygady Sił Obronnych Izraela (IDF), w tej chwili kierujący izraelskimi wojskowymi placówkami badawczymi; Michael Eisenberg – partner w funduszu venture capital Aleph; a także Guy Tytunovich – były członek elitarnej jednostki cybernetycznej „Unit 8200” oraz dyrektor generalny izraelskiej firmy z branży cyberbezpieczeństwa, CHEQ. Efektem tego spotkania było podpisanie przez Elona Muska umowy z firmą CHEQ, która ma oficjalnie pomóc Twitterowi w pozbyciu się botów i fałszywych profili – przy czym porozumienie to prawdopodobnie pomija kwestię izraelskich systemów sztucznej inteligencji oraz „armii botów”.
Pół roku po spotkaniu w Tel Awiwie „New York Times” poinformował, iż Izrael, za pośrednictwem zakamuflowanych kampanii w mediach społecznościowych, bierze na cel amerykańskich urzędników, dążąc do manipulowania ich opiniami na temat Strefy Gazy. Pod koniec września 2025 roku ujawniono natomiast, iż Izrael płaci wybranym amerykańskim influencerom 7000 dolarów za każdy post w mediach społecznościowych sprzyjający stronie izraelskiej – a wszystko to po spotkaniu, które Netanjahu odbył z nimi w Nowym Jorku, z dala od opinii publicznej.
Firma AU10TIX – wywodząca się z izraelskich służb wywiadowczych – od lat odpowiada za biometryczną identyfikację użytkowników Twittera, wbrew zapewnieniom samego Muska. Co więcej, umowa z przedsiębiorstwem CHEQ zapewniła izraelskiemukompleksowi wywiadowczemu bezpośredni dostęp do baz danych oraz kodu źródłowego platformy. Z Twitterem powiązane są również inne podmioty: Cybra (kolejna firma wywodząca się z jednostki wywiadowczej Unit-8200), Similarweb (przedsiębiorstwo z siedzibą w Londynie, założone przez byłego członka (IDF) Sił Obronnych Izraela, Ora Offera) oraz firma Or Cam, zajmująca się sztuczną inteligencją i założona przez Amnona Shashuę – w której składzie również nie brakuje byłych członków izraelskiej armii oraz jednostki Unit 8200. Co więcej, Grok – system sztucznej inteligencji Twittera – potwierdza, iż spółka (X Corp.) prowadzi centrum badawczo-rozwojowe w Tel Awiwie (pracowników rekrutowano m.in. za pośrednictwem serwisu LinkedIn), mimo iż firma nie posiada tam żadnego oficjalnego adresu biura. W świetle przytoczonych wcześniej informacji, każdy może samodzielnie wywnioskować, co to oznacza.
Efekt wszystkich tych bezpośrednich powiązań z izraelskimi kręgami wywiadowczymi widoczny jest w kodzie źródłowym Twittera (którego fragmenty wyciekły po raz pierwszy w 2023 roku). Jak wynika z analizy opublikowanej 31 października 2025 roku – opracowanej przy użyciu narzędzi Grok i Mermaid przez użytkownika, który wydaje się być dobrze poinformowany i mieć dostęp do dokumentów niejawnych – w obecnej wersji kodu (rys. 2) pojawiają się: organizacja Anti-Defamation League (ADL) wraz z prowadzoną przez nią „czarną listą” (określaną mianem „dashboardu”); system „Lavender” – wykorzystująca sztuczną inteligencję technologia wskazywania celów do likwidacji (Killer-KI,w sposób sugestywny tutaj wyjaśnione), stosowana przez Siły Obronne Izraela (IDF) oraz Jednostkę 8200; a także tajemnicze mechanizmy „weryfikacji botów” (ang. *bot checks*) dostarczane przez firmę CHEQ. Co więcej, w kodzie zawarte są jednoznaczne wskazówki, iż izraelski wywiad codziennie monitoruje i analizuje co najmniej 10 000 czatów na Twitterze, znanych jako „Spaces”.
To, co wizualizują analizy Mermaid, stanowi cyfrowy „łańcuch eliminacji” (ang. *kill chain*) – kod cenzury i egzekucji w ramach „syjonizmu 2.0”. Jest to sekwencja operacji na relacyjnych bazach danych, interakcji oraz procesów programowych, które automatycznie oznaczają konta użytkowników jako krytyczne wobec Izraela, ograniczają ich dostęp, blokują je lub zgłaszają odpowiednim organom. Co więcej, dzięki bezpośredniemu połączeniu z oprogramowaniem Sił Obronnych Izraela (IDF), system ten może doprowadzić do uruchomienia bezzałogowego drona, wystrzelenia rakiety lub wysłania samolotu bojowego w celu wyeliminowania celu w Strefie Gazy, wskazanego wcześniej przez sztuczną inteligencję.
87 procent tych brzemiennych w skutki decyzji podejmowanych jest automatycznie – w oparciu o oświadczenie osoby posiadającej uprawnienia dostępu – a większość z nich okazuje się błędna. Mowa tu o dziesiątkach tysięcy przypadków. O dziesiątkach tysięcy niewinnych ofiar. Fakt, iż tak wysoki odsetek błędów przyspiesza czystki etniczne w Strefie Gazy, jest prawdopodobnie na rękę syjonistycznym fanatykom.
Tak, Palestyna – to więzienie pod gołym niebem – stanowi poligon doswiadczalny doświadczalny dla działań wojennych kierowanych przez sztuczną inteligencję. O życiu i śmierci decyduje tu zaledwie kilka linijek kodu oraz wpisy w bazach danych. Poza Strefą Gazy praktyki te ograniczają się na razie do sfery cyfrowej. Pytanie brzmi jednak: jak długo jeszcze?
Kiedy mówię o „polu bitwy, jakim są media społecznościowe”, należy to rozumieć coraz bardziej dosłownie.
„Trzeba przeciwdziałać już na samym początku” – jak to się często ładnie mawia. Niestety, niewielu zdaje sobie sprawę z tego, jak „to” się zaczęło – ani z faktu, iż syjoniści współpracowali choćby z narodowymi socjalistami, aby osiągnąć swoje cele. Warto zatem na wstępie przypomnieć książkę „The Transfer Agreement”, która przybliża ten mroczny rozdział historii. Bowiem teraźniejszość nabiera sensu dopiero wtedy, gdy rozpatruje się ją w kontekście przeszłości.