Jest nowy plan walki z suszą. Rolnicy i gminy dostaną kluczową rolę

7 godzin temu

Już niemal wszystkie tereny rolne w Polsce są zagrożone suszą. Latem okresowo wyschło 800 rzek w kraju, a ponad 600 gmin zaapelowało o oszczędzanie wody. Co zrobić, by zaradzić kryzysowi wodnemu?

Rozpoczęły się półroczne konsultacje społeczne planu przeciwdziałania skutkom suszy (PPSS). Wody Polskie proponują w nim, by za walkę z suszą odpowiadali w znacznej mierze rolnicy i gminy. Podstawą działań mają być rozwiązania naturalne. Co dokładnie zapisano w projekcie? I dlaczego, choć zmierza on w dobrą stronę, to jednak wielu ważnych problemów wciąż może nie rozwiązać?

Czytaj także: Jedno rozwiązanie na suszę i powódź? 410 mln zł na renaturyzację wód

Susza w Polsce – najważniejsze zagrożenie

W tzw. „wersji niespecjalistycznej” dokumentu stwierdzono wprost, iż rośnie ranga suszy jako „jednego z kluczowych zagrożeń dla gospodarki wodnej w Polsce”. Również wprost przyznano, iż zasięg i intensywność suszy są coraz większe – zarówno z powodu zmiany klimatu, jak i rosnącej presji ze strony człowieka.

W rezultacie „wysoką” lub „najwyższą” potrzebę działania określono dla ponad 3/4 powierzchni kraju. „Oznacza to, iż na przeważającym obszarze Polski wzmacnianie retencji, poprawa efektywności wykorzystania wody oraz zmiany w sposobie korzystania z zasobów wodnych powinny być traktowane jako działania priorytetowe” – czytamy w dokumencie.

Z proponowanej aktualizacji PPSS dowiadujemy się też, iż ponad 96 proc. obszarów rolnych jest narażone na wysokie lub najwyższe ryzyko suszy rolniczej. „Potwierdza to, iż w horyzoncie planistycznym aPPSS brak jest obszarów trwale „wolnych od suszy rolniczej”, co uzasadnia konieczność wdrażania działań retencyjnych i adaptacyjnych na obszarze całego kraju” – napisano.

Z kolei 70 proc. zlewni jest „bardzo zagrożone” suszą hydrologiczną, która oznacza niski poziom wód powierzchniowych (rzeki, jeziora itp.). Problem nasila się tak mocno, iż niektóre zbiorniki okresowo po prostu wysychają. Jak podczas debaty klimatycznej w Sejmie tłumaczył prof. Marek Grygoruk z SGGW, w tym roku spotkało to aż 800 mniejszych rzek w Polsce, co stanowi wcześniej niespotykany ewenement.

Najmniejsze zagrożenie suszą istnieje dla jej najbardziej poważnego etapu, czyli suszy hydrogeologicznej. W większości kraju zasoby wód podziemnych są wykorzystywane na poziomie poniżej 30 proc. rocznego dozwolonego poboru. W niektórych miejscach wody podziemnej zaczyna jednak ubywać, a w najgorszej sytuacji są regiony, gdzie działają kopalnie węgla.

Natura ratunkiem na suszę

W dokumencie określono też szereg rozwiązań, które pomogą ograniczyć ryzyko wystąpienia suszy i jej konsekwencje. Podstawą jest retencja, czyli zatrzymanie wody tam, gdzie występuje (szczególnie deszczu tam, gdzie spadł).

Co warte podkreślenia: priorytet nadaje się rozwiązaniom opartym na naturze, czyli wykorzystaniu do retencji lasów, gleb, mokradeł, dolin rzecznych i terenów rolnych. Plan zakłada m.in. renaturyzację rzek i terenów zalewowych, odtwarzanie i utrzymywanie łąk i pastwisk, odtwarzanie i ochronę istniejących obszarów wodno-błotnych, a w miastach – gromadzenie wód opadowych, stosowanie nawierzchni przepuszczalnych i wprowadzanie większej ilości zieleni.

Wyłącznie na obszarach konfliktowych, gdzie rozwiązania naturalne nie są możliwe do realizacji ze względów społecznych czy gospodarczych, należy stosować rozwiązania z zakresu sztucznej retencji. Sztuczna retencja powinna być traktowana jako uzupełnienie działań zwiększających naturalną retencję” – stwierdzono w proponowanej aktualizacji planu.

Jednocześnie dokument proponuje nakładanie obowiązku przywracania retencji w przypadkach, gdy planowana inwestycja ma ją zmniejszyć. Z drugiej strony osoby i podmioty, które chciałyby np. zatrzymywać wodę w rowach w granicach własnej nieruchomości, mają być wyłączone z obowiązku uzyskania pozwolenia lub zgłoszenia wodnoprawnego. Umożliwić to może np. rozpowszechnienie ogrodów deszczowych, które w tej chwili pod podobne procedury podlegają.

Najważniejsza osoba: rolnik

Dla każdego działania wskazano podmioty odpowiedzialne za jego realizację.

„Kluczową rolę przypisano rolnikom, bo to oni bezpośrednio kształtują przestrzeń i decydują o sposobach gospodarowania wodą i glebą. Wskazane w aPPSS działania retencyjne kierowane są głównie do nich, choć ich realizacja jest dobrowolna” – czytamy w projekcie.

Przedstawiony do konsultacji plan zakłada np. modernizację systemów melioracji w taki sposób, by umożliwiały one nie tylko odprowadzanie nadmiaru wody rowami, ale i jej zatrzymywanie. Przewiduje się wspieranie dobrych praktyk rolnych, tj.: stosowanie międzyplonów, zróżnicowanie upraw i wprowadzanie zadrzewień śródpolnych.

Ponadto są plany promowania rolnictwa regeneratywnego, które polega na odbudowie i wzmacnianiu gleby zamiast jej wyjaławiania. „Skupia się na tym, aby gleba była żywa, pełna materii organicznej i zdolna do zatrzymywania wody, co poprawia jej odporność na suszę i erozję. W praktyce oznacza to stosowanie takich metod, jak uprawa bezorkowa, okrywa roślinna, płodozmian, ograniczenie chemii oraz wspieranie bioróżnorodności” – wyjaśniają autorzy projektu.

Rzeczywiście, rolnicy najbardziej potrzebują mądrej retencji, która zwiększałaby ilość wody w glebie i chroniła plony – ocenia w komentarzu dla SmogLabu Anna Jakubowska, ekspertka Instytutu Zrównoważonej Gospodarki. Dlatego jej zdaniem proponowane działania są słuszne. Wątpliwości budzi jednak planowana skala ich wdrażania.

Za przykład mogą posłużyć takie interwencje, jak „tworzenie zadrzewień śródpolnych” oraz „tworzenie i odtwarzanie zbiorników śródpolnych oraz mokradeł”. Plan przewiduje ich wdrożenie zaledwie w 0,08 proc. gospodarstw w kraju. Z kolei inne działanie o dużym potencjale, „retencjonowania wody na trwałych użytkach zielonych”, ma objąć tylko 0,3 proc. obszaru trwałych użytków zielonych w Polsce – zauważa Jakubowska.

Czytaj także: „Rządzący uprawiają spychologię”. Rolnik o suszy i walce o wodę

Kto ma walczyć suszą?

Z założenia bardzo dużą rolę wyznacza się też gminom. Te coraz częściej muszą apelować do mieszkańców o oszczędzanie wody lub wręcz zakazywać jej wykorzystywania na niektóre cele (np. podlewania przydomowych ogródków). Latem takie apele i zakazy występowały w ponad 600 gminach w Polsce, czyli co czwartej.

„Dobór działań w aPPSS oparto na prostym założeniu: ryzyko suszy analizujemy w układzie zlewniowym, ale wdrażanie środków przypisujemy do tych instytucji, które mają realne narzędzia decyzyjne – czyli do gmin. Takie podejście pozwala zachować logikę zarządzania wodą w zlewni, a jednocześnie sprawia, iż działania można skutecznie wdrażać w polskich realiach prawnych i organizacyjnych” – wyjaśniają autorzy projektu.

Ale czy tak to powinno wyglądać?

– W ten sposób zdejmuje się odpowiedzialność ze strategii krajowych i wielkich spółek, które często mają decydujący wpływ na decyzje inwestycyjne gminy. To dla mnie dość niezrozumiałe – przyznaje w rozmowie ze SmogLabem Kuba Gogolewski, ekspert fundacji Mission Possible.

Jak tłumaczy, mówimy o ogólnokrajowym programie, którym z definicji powinno się zarządzać na wyższym poziomie i formułować zalecenia także dla instytucji i władz na szczeblu centralnym.

– Przecież problemy z suszą nie biorą się wyłącznie z tego, co robi dana gmina. Wpływa na nie sytuacja w całej zlewni rzeki, co wymaga ustaleń i wdrażania na poziomie regionalnym i krajowym.

Problemem jest także dobrowolny charakter podejmowania działań. Dotyczy to zarówno gmin, jak i rolników oraz innych podmiotów mogących realnie wpływać na zmniejszanie zagrożenia suszą. W dokumencie zapisano przy tym, iż zachęty do działania mogą być „wzmacniane” poprzez wsparcie finansowe, narzędzia planistyczne i lokalne regulacje.

Czy to jednak wystarczy i czy takie zachęty faktycznie się pojawią – to się dopiero okaże. Konsultacje aktualizacji planu przeciwdziałania skutkom suszy potrwają do 6 lutego przyszłego roku.

Zdjęcie tytułowe: Tomasz Wozniak/Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału