Profesor Maria Szyszkowska jest autorką książki pt. „Twórcze niepokoje codzienności”, która ukazała się w 1985 roku nakładem Wydawnictwa Łódzkiego. Tom zawiera trzydzieści siedem krótkich szkiców poświęconych filozofii codzienności.
Dla czytelników, którzy zetknęli się z tą pozycją w chwili jej wydania, a więc 41 lat temu, oczywisty był kontekst czasu, w którym powstała. Polacy wciąż próbowali otrząsnąć się po stanie wojennym, a środowiska demokratyczne i opozycyjne mozolnie odbudowywały swoje struktury podziemne. Był to czas społecznego zniechęcenia, apatii i smutku.
Książka Szyszkowskiej wpisywała się w drugą połowę lat 80. XX w. w sposób szczególny. Nie była rozprawą polityczną ani próbą bezpośredniego komentowania rzeczywistości. Autorka kierowała uwagę czytelnika ku sprawom pozornie zwyczajnym, ale fundamentalnym: wolności, odpowiedzialności, indywidualności, relacjom z innymi ludźmi i potrzebie samodzielnego myślenia.
Szkice uświadamiały, iż codzienność nie musi oznaczać bezrefleksyjnego powtarzania tych samych czynności, a człowiek nie powinien rezygnować z własnych pytań i poszukiwań choćby wtedy, gdy otaczająca go rzeczywistość nie sprzyja intelektualnej niezależności.
Po ponad czterech dekadach warto wrócić do tych tekstów. Nie tylko ze względu na ich historyczne znaczenie, ale również dlatego, iż rozważania profesor Szyszkowską nie straciły na aktualności. Mało tego, w obliczu konsumpcjonizmu, kryzysu wartości, politycznej degrengolady i wyraźnej erozji czy wręcz upadku autorytetów społecznych, intelektualnych i moralnych, jej refleksje są dziś zaskakująco wymowne. Przypominają bowiem o potrzebie niezależnego myślenia, wrażliwości, twórczości i poszukiwania sensu, którego nie da się sprowadzić do posiadania, kariery czy medialnego uznania.
Szkic, który „GT” przypomina poświęcony jest zdolności rozumienia drugiej istoty, dostrzegania potrzeb i wrażliwości na jej przeżycia.
→ (mb)
4.11.2026
• foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska
• czytaj także: > „Profesor Szyszkowska o buntownikach i kulturze nędzy”
Maria Szyszkowska
XII. EMPATIA
Nasz stosunek do innych przybiera postacie, które można objąć skalą od egoizmu oraz egocentryzmu do empatii. Ta ostatnia jest czymś więcej niż przejawem życzliwości i sympatii do jakiegoś człowieka; jest szczególnym rozumieniem. Polega ona na umiejętności nie tylko wysłuchania kogoś, nie tylko myślowego przeniknięcia czyichś spraw, ale na wniknięciu w świat wewnętrzny rozmówcy, i to w sposób nieoceniający. Jest to zdolność postawienia siebie w sytuacji kogoś drugiego, a co za tym idzie – emocjonalnego odebrania odczuć tego, kto nimi się dzieli. Jest to subtelne przeniknięcie od wewnątrz czyjegoś świata. Ma ono sens podwójny. Przewyższa obustronnie stan osamotnienia, jak również pozwala zmultiplikować swoje własne życie. Wzbogacamy się o sposób odczuwania innego człowieka. Współodczuwanie jest istotniejsze dla porozumienia od współrozumienia. Krasiński podkreślał pragnienie wzajemnej identyfikacji siebie z innym człowiekiem jako stan upragniony.
Pierwsza strona okładki I wydania „Twórczych niepokojów codzienności”, proj. graf. Krzysztof Tyczkowski, repr. Gazeta Trybunalska. Kliknij, aby powiększyć.Empatia – o ile nie ma prowadzić do stanów konfliktowych – musi przebiegać w obu kierunkach. W przeciwnym razie jedna ze stron zostaje sprowadzona do roli bezpłatnego psychoterapeuty, a druga staje się coraz bardziej zachłanna i bezwzględna. W końcu żywi urazę, gdy nie jest się jej nieustannym powiernikiem i podporą.
Wczuwać się w stan ducha innego człowieka i rozumieć go można tym łatwiej, im bogatszy ma się zapas własnych doświadczeń i przemyśleń. Być może potrzebna jest świeżość odczuwania, którą ma dziecko, po to, by trafnie przejąć „spowiedź” drugiego i nie wepchnąć go w swoje schematy… „Spowiedź” nie jest warunkiem procesu empatii. Również dochodzi ona do głosu, gdy ktoś milczy.
Empatia to nie tylko swoisty rodzaj pełniejszego poznawania ludzi, ale również – samego siebie. Wgląd emocjonalno-intelektualny w innego poszerza świadomość naszego „ja” spełnionego oraz „ja” pożądanego.
W szczególny sposób empatia wiąże się z twórczością poetycką, i szerzej, literacką. Pisarz wnika w świat przeżyć swoich postaci, powołując je do życia. W innych dziedzinach twórczości artystycznej empatia dochodzi prawdopodobnie w równym stopniu do głosu, ale jest to niesprawdzalne. Bo jak ustalić stopień empatii muzyka czy malarza? Można mówić o empatii czy jej braku po stronie odbiorcy wobec konkretnego dzieła kompozytora lub malarza.
Stając się w procesie empatii jakby innym człowiekiem i z jego punktu widzenia spoglądając na świat, w dalszym ciągu pozostajemy sobą – tyle iż ulega zmianie perspektywa. Intuicja, jako czynnik irracjonalny, pełni tu istotną rolę. Jest ona niezbędnym źródłem poznania, uzupełnieniem naszego zmysłowego, uczuciowego oraz racjonalnego sposobu reagowania na świat.
Intuicja, związana ściśle z empatią, jest pojęciem szerszym. Jest rodzajem poznania bezpośredniego, w którym wprost wychwytujemy pewne prawdy, bez uciekania się do procesu rozumowania. W życiu codziennym, w odniesieniu choćby do spraw drobnych, często mówimy, iż coś intuicyjnie było nam wiadome bądź iż na tej drodze coś odczuwaliśmy czy przeczuwaliśmy.
Empatia prowadzi do porozumienia. Jest bowiem kontaktem wzbogaconym o całą pozasłowność. Ma to znaczenie ze względu na wieloznaczność pojęć, a także ich niezdolność do wyrażenia wielu treści. Na tej drodze przekazujemy swoje stany i problemy innemu człowiekowi bez ograniczenia, które nakłada wymiana słownej informacji w rozmowie.
Empatia sprzyja wyzbywaniu się uprzedzeń. Nasiąkamy nimi przyjmując bezwiednie, a także bezkrytycznie opinie naszego otoczenia. Poznanie na drodze empatii, a więc przeżycie sytuacji, którą wychodząc z nawyków ocenilibyśmy jako naganną, pozwala nieraz zweryfikować własne poglądy. Wykroczyć poza uznane kanony tego, co „właściwe”. Mniej byłoby u nas dulszczyzny i więcej tolerancji dla wyborów dokonywanych przez innych, gdyby dało się zwiększyć dozę wzajemnej empatii.
Przydałaby się też wyobraźnia po to, aby umieć odczytać drobne nieraz sygnały, znaki drugiego człowieka, którymi mówi o sobie, o swoich odczuciach, oczekiwaniach. Często przechodzimy koło ludzi, którym możemy pomóc. Przechodzimy i mijamy, bo brak empatii nie pozwala odczytać znaczenia sygnałów. Sami zresztą nieraz tłumimy „otwarcie się” kogoś naszym zachowaniem.
Codzienność wymaga wyobraźni. Niestety, łatwiej jej mocą poruszać sfery niebieskie niż dostrzec, iż ktoś obok jest głodny czy pragnie czegoś drobnego, możliwego do spełnienia, czy odwrotnie – do zaniechania.
Wyobraźnię rozwija obcowanie ze sztuką. Ona wzmaga wrażliwość, uczy patrzeć na rzeczy najzwyklejsze w sposób odkrywający w nich piękno.
Subtelność, delikatność jest adekwatnością tych, którzy charakteryzują się empatycznym stosunkiem do ludzi. Niektórzy przeżywają niemal chorobliwy lęk, ażeby nie urazić innego, choćby choćby mało znanego sobie człowieka. Taki lęk działa paraliżująco, onieśmiela. A jednostki prymitywne odczuwają ten stan jako słabość i stają się często wobec tych bezradnych, wrażliwych wręcz agresywne. Może się więc zdarzyć, iż empatia ściąga złość, niechęć czy pogardę.
Empatię można świadomie rozwijać. Wymaga ona przekroczenia stanu zaabsorbowania samym sobą. Przyjaźń stanowi szkołę empatii. Ciekawość rozmaitych sposobów istnienia po to, ażeby skonfrontować z własnym – też uczy empatii. Simone de Beauvoir opisuje w swoich pamiętnikach, iż wtedy gdy z Sartre’em poznawali nowe twarze, omawiali je wielostronnie i nieznudzenie poprawiali, uzupełniali psychologiczne portrety nieznajomych, jakie usiłowali stworzyć. Starali się też odgadnąć przeszłe dzieje obserwowanych ludzi.
Są zawody wymagające empatii. Przykładowo, lekarz, ksiądz, pielęgniarka, wychowawca, nauczyciel powinni się odznaczać znacznym stopniem jej rozwoju. Jednakże predyspozycje do wykonywania zawodów, a w tym empatia, nie są szerzej badane. A rzadko w tej chwili talent i powołanie decydują o wyborze zawodu. W rezultacie zdarza się często, jak pisał w książce „Dwie diagnozy” Kazimierz Dąbrowski, iż poziom diagnoz dokonywanych przez pisarzy charakteryzuje się głębią, penetracją w indywidualne przeżycia bohaterów, zaś diagnozy psychiatryczne są na ogół schematyczne. K. Dąbrowski wyjaśnia, wskazując, iż są to adekwatnie odmienne grupy fachowców: z dyplomami akademickimi i z „dyplomami talentu, wnikliwości i empatii”.
Jesteśmy wszyscy w jakimś stopniu obciążeni stereotypowymi sposobami myślenia, pewnymi przesądami, i to niekorzystnie waży na relacjach międzyludzkich. Przykładem może być przekonanie, iż przyjaźnie nawiązują się tylko we wczesnej młodości. To mniemanie przekazywane z pokolenia na pokolenie już z góry izoluje od ludzi w dalszym biegu ich życia w przekonaniu, iż nowe znajomości nie powinny przekraczać „progu domu”.
Cenimy to na ogół, co statystycznie najczęstsze; życie odmienne od powielanych wzorów wartościujemy negatywnie jako dziwaczne. A przecież w każdym z nas drzemie coś nie ujawnionego i nie można przewidzieć skutków katalizującego wpływu zdarzeń i spotykanych ludzi.
Empatia mogłaby nas skutecznie obronić przed wydawaniem sądów potępiających, przed nietolerancją.
– Maria Szyszkowska

17 godzin temu






.webp)







