Wiemy, ile Polacy będą zarabiać w 2027 roku. Ceny w sklepach mogą być wyższe niż podwyżki

1 godzina temu

Kwoty na przyszły rok są już coraz bardziej konkretne. Rząd ostatecznie ustalił wysokość płacy minimalnej, w projekcie budżetu zapisał podwyżki dla setek tysięcy pracowników państwowej sfery budżetowej, a jednocześnie przedstawił prognozę wzrostu przeciętnych wynagrodzeń w całej gospodarce. Na papierze niemal wszyscy mają zarabiać więcej. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zestawimy podwyżki z tym, co może wydarzyć się z cenami.

Kobieta robi zakupy w eleganckim sklepie. Fot. Warszawa w Pigułce. Fot. Warszawa w Pigułce

Płaca minimalna od 1 stycznia wyniesie 4950 zł

Najbardziej niepokojąca sytuacja dotyczy osób zarabiających płacę minimalną oraz pracowników budżetówki. W obu przypadkach wzrost wyniesie około 3 proc.. Rząd zakłada tymczasem, iż średnioroczna inflacja w 2027 roku wyniesie 2,8 proc. Różnica to zaledwie 0,2 pkt proc. – tak niewielka, iż choćby nieznacznie wyższy od prognoz wzrost cen może w praktyce zjeść całą podwyżkę.

W przypadku najniższej krajowej nie mówimy już o rządowej propozycji. Rada Ministrów wydała 14 września rozporządzenie, które zostało następnego dnia opublikowane w Dzienniku Ustaw. Od 1 stycznia 2027 roku minimalne wynagrodzenie za pracę wyniesie 4950 zł brutto. W 2026 roku jest to 4806 zł, więc pracownik otrzymujący minimalną pensję dostanie brutto o 144 zł miesięcznie więcej.

Wzrost wynosi dokładnie około 3 proc. W skali całego roku pracownik zarabiający przez 12 miesięcy minimalne wynagrodzenie otrzyma więc nominalnie o 1728 zł brutto więcej niż przy tegorocznej stawce. Rząd szacował wcześniej, iż zmiana obejmie około 1,58 mln pracowników.

Zmieni się również minimalna stawka godzinowa obowiązująca przy określonych umowach cywilnoprawnych. Od początku przyszłego roku wzrośnie z 31,40 zł do 32,30 zł brutto za godzinę. Różnica wyniesie 90 gr, czyli niespełna 3 proc.

Przy inflacji 2,8 proc. realna podwyżka minimalnej jest niemal symboliczna

Nominalne 144 zł podwyżki wygląda znacznie mniej imponująco po uwzględnieniu wzrostu cen. o ile rządowa prognoza średniorocznej inflacji na poziomie 2,8 proc. okaże się trafna, realny wzrost płacy minimalnej będzie wynosił zaledwie około 0,2 proc. Innymi słowy, niemal cała podwyżka zostanie pochłonięta przez droższe towary i usługi.

Można to pokazać jeszcze prościej. Po skorygowaniu przyszłorocznych 4950 zł o inflację na poziomie 2,8 proc. ich siła nabywcza odpowiadałaby mniej więcej 4815 zł w dzisiejszych cenach. W porównaniu z tegoroczną minimalną na poziomie 4806 zł realna różnica jest więc bardzo niewielka. To oczywiście uproszczone przeliczenie, bo każdy koszyk zakupów jest inny, ale dobrze pokazuje skalę problemu.

Budżetówka również dostanie tylko 3 proc.

Identyczny procent pojawia się w projekcie budżetu państwa na 2027 rok. Rząd zapisał środki na 3-procentowy wzrost wynagrodzeń pracowników państwowej sfery budżetowej oraz nauczycieli. Łączny koszt podwyżek wraz z pochodnymi ma wynieść około 7,8 mld zł.

Zmiana obejmie między innymi urzędników, nauczycieli, żołnierzy, funkcjonariuszy oraz innych pracowników, których wynagrodzenia zależą od państwowych kwot bazowych i budżetu. o ile ktoś zarabia przykładowo 6000 zł brutto, 3-procentowy wzrost oznacza około 180 zł brutto więcej miesięcznie. Przy 8000 zł będzie to około 240 zł, a przy 10 tys. zł – 300 zł.

Także tutaj pozostaje jednak bardzo niewielki bufor pomiędzy podwyżką a prognozowanym wzrostem cen. Przy inflacji 2,8 proc. realna wartość 3-procentowej podwyżki zwiększa się jedynie minimalnie. o ile natomiast inflacja przekroczy 3 proc., siła nabywcza takiej pensji może być pod koniec roku niższa pomimo nominalnie wyższego wynagrodzenia.

Jeszcze w czerwcu rząd zakładał inflację 2,5 proc. Teraz jest już 2,8 proc.

I właśnie tutaj pojawia się największa niewiadoma. Kiedy Rada Ministrów w czerwcu przedstawiała pierwsze założenia na 2027 rok, zakładała średnioroczną inflację na poziomie 2,5 proc.. Wtedy 3-procentowe podwyżki wyglądały nieco bezpieczniej – miały przewyższać wzrost cen o około 0,5 pkt proc.

W przyjętym pod koniec września projekcie ustawy budżetowej prognozę inflacji podniesiono już do 2,8 proc.. W ciągu kilku miesięcy szacunek wzrósł więc o 0,3 pkt proc. To więcej niż cały obecny margines pomiędzy prognozowaną inflacją a podwyżką minimalnego wynagrodzenia i płac w budżetówce.

Gdyby kolejna rewizja była podobnej skali i inflacja wyniosła przykładowo 3,1 proc., ceny rosłyby już szybciej niż wynagrodzenie minimalne i zaplanowane podwyżki w państwowej sferze budżetowej. Nie jest to w tej chwili podstawowy scenariusz rządu, ale pokazuje, jak kilka musi się zmienić, aby realny efekt przyszłorocznych podwyżek stał się ujemny.

Komisja Europejska też widzi inflację bardzo blisko poziomu podwyżek

Rząd nie jest jedyną instytucją przygotowującą prognozy dla Polski. W ostatniej dostępnej prognozie Komisja Europejska zakładała, iż inflacja w Polsce w 2027 roku wyniesie około 2,9 proc.. OECD w czerwcowej prognozie była bardziej optymistyczna i wskazywała około 2,7 proc.

Żaden z tych podstawowych scenariuszy nie zakłada w tej chwili inflacji wyraźnie przekraczającej 3 proc., ale wszystkie wartości znajdują się bardzo blisko tej granicy. Komisja Europejska przy prognozie 2,9 proc. pozostawia zaledwie 0,1 pkt proc. różnicy względem 3-procentowego wzrostu minimalnego wynagrodzenia.

Do tego dochodzi niepewność dotycząca cen energii, paliw i sytuacji geopolitycznej. OECD wskazuje właśnie możliwość kolejnych szoków energetycznych jako jedno z istotnych ryzyk dla gospodarki. Polska jest szczególnie podatna na zmiany cen surowców, ponieważ energia i żywność mają duży udział w wydatkach gospodarstw domowych.

Przeciętne wynagrodzenie ma rosnąć znacznie szybciej

Zupełnie inaczej wyglądają rządowe prognozy dla całego rynku pracy. Projekt budżetu zakłada, iż przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrośnie w 2027 roku o 5,9 proc.. Przy inflacji wynoszącej 2,8 proc. oznaczałoby to około 3 proc. realnego wzrostu przeciętnej pensji.

Trzeba jednak bardzo wyraźnie odróżnić prognozę przeciętnego wynagrodzenia od gwarantowanej podwyżki. Nie oznacza ona, iż każdy pracownik prywatnej firmy dostanie od stycznia 5,9 proc. więcej. To przewidywana średnia dla całej gospodarki, na którą wpływają podwyżki w poszczególnych branżach, zmiany zatrudnienia i struktury rynku pracy.

Pracownik firmy prywatnej może dostać 10 proc. podwyżki, 2 proc. albo nie dostać jej wcale. Rząd zakłada jedynie, iż po zsumowaniu całego rynku przeciętne wynagrodzenia będą rosły szybciej niż minimalna pensja oraz płace w budżetówce.

Po raz pierwszy płaca minimalna rośnie tak niewiele

Dla osób otrzymujących najniższe wynagrodzenie zmiana będzie szczególnie widoczna na tle ostatnich lat. Przez kilka lat płaca minimalna rosła bardzo szybko, między innymi ze względu na wysoką inflację i dynamiczny wzrost przeciętnych wynagrodzeń. W 2027 roku wzrost o 144 zł brutto będzie już znacznie bardziej umiarkowany.

Rząd musiał ustalić wysokość minimalnego wynagrodzenia w drodze rozporządzenia, ponieważ partnerzy społeczni w Radzie Dialogu Społecznego nie osiągnęli porozumienia. Ostatecznie pozostawiono dokładnie kwotę wcześniej proponowaną przez Radę Ministrów – 4950 zł brutto oraz 32,30 zł minimalnej stawki godzinowej.

Ministerstwo Rodziny proponowało wcześniej nieco wyższy poziom płacy minimalnej, ale ostatecznie zwyciężył bardziej ostrożny wariant. Argumentem rządu jest między innymi hamująca inflacja oraz konieczność uwzględnienia kosztów ponoszonych przez pracodawców.

Związki chciały znacznie większych podwyżek w budżetówce

3-procentowy wzrost wynagrodzeń państwowej sfery budżetowej wywołuje znacznie większe emocje. Centrale związkowe postulowały podwyżki wyraźnie wyższe, wskazując między innymi na wcześniejszą utratę siły nabywczej wynagrodzeń oraz problemy kadrowe w administracji, oświacie, sądach i służbach publicznych.

Przedstawiciele związków wskazywali choćby na potrzebę wzrostu wynagrodzeń o około 10 proc.. Rząd pozostał jednak przy 3 proc. i taka kwota znajduje się w najnowszym projekcie ustawy budżetowej przyjętym przez Radę Ministrów 29 września.

Projekt musi jeszcze przejść przez parlament, więc formalnie nie pozostało ustawą budżetową obowiązującą w 2027 roku. Płaca minimalna znajduje się natomiast w innej sytuacji – jej wysokość została już ustalona prawomocnym rozporządzeniem i od 1 stycznia wyniesie 4950 zł.

Najmniej pewne jest dziś to, ile naprawdę będą kosztować zakupy

Na papierze obraz przyszłego roku wygląda więc stosunkowo dobrze. Średnie wynagrodzenia mają wzrosnąć o 5,9 proc., gospodarka o 3 proc., a średnioroczna inflacja ma spaść do 2,8 proc. Najmniej korzystnie wyglądają osoby, których podwyżka została ograniczona do około 3 proc., ponieważ praktycznie całość wzrostu wynagrodzenia może zostać skonsumowana przez ceny.

W przypadku minimalnej pensji różnica jest już przesądzona nominalnie: od stycznia będzie to 4950 zł brutto zamiast 4806 zł. W budżetówce projekt przewiduje 3 proc. więcej. To, ile te pieniądze będą jednak naprawdę warte, okaże się dopiero wraz z rzeczywistą inflacją w 2027 roku.

Obecny rządowy scenariusz mówi, iż podwyżki minimalnej płacy i budżetówki jeszcze minimalnie wyprzedzą wzrost cen. Margines wynosi jednak zaledwie 0,2 pkt proc. Wystarczy więc niewielkie pogorszenie prognoz, aby sytuacja się odwróciła. A fakt, iż między czerwcem a wrześniem rząd podniósł własną prognozę inflacji z 2,5 do 2,8 proc., pokazuje, iż szacunki na przyszły rok przez cały czas mogą się zmieniać.

Idź do oryginalnego materiału