Ciepło w Grudziądzu: 42% pochodzi ze słomy, a to początek

7 godzin temu

Na polskich polach leżą miliony ton niezagospodarowanego paliwa. OPEC GRUDZIĄDZ jako pierwszy pokazał, iż można je „podnieść” i wykorzystać w ciepłownictwie do zrealizowania celów OZE. O tym, co jest największym wyzwaniem w operowaniu kotłem parowym na słomę i dlaczego w Polsce biomasa agro wciąż nie jest stosowana powszechnie, opowiada Marek Dec, prezes spółki.

W OPEC GRUDZIĄDZ działa pionierski w skali Polski projekt – kocioł parowy na słomę luźną. Czy pierwsze miesiące pracy nowej instalacji przyniosły jakieś niespodzianki technologiczne albo organizacyjne?

Kocioł parowy pracuje od początku grudnia ubiegłego roku, czyli prawie siedem miesięcy (rozmowa odbyła się w czerwcu – przyp. red.). adekwatnie działa niezawodnie, poza drobnymi awariami, które są zupełnie naturalne. Wynika to głównie z tego, iż sam rozruch został wydłużony. W jego trakcie pojawiły się pewne trudności, przede wszystkim związane z podawaniem biomasy. Zostały one wyeliminowane jeszcze na etapie inwestycji i dzięki temu uzyskujemy oczekiwane parametry pracy.

Czy po pierwszym okresie eksploatacji rzeczywiste parametry pracy kotła pokrywają się z założeniami projektowymi? Jaką część zapotrzebowania na ciepło Grudziądza pokrył w tym sezonie grzewczym kocioł parowy na słomę luźną?

Ten kocioł powinien wyprodukować 360 tys. GJ rocznie, ponieważ takie zobowiązanie ujęto w umowie na dofinansowanie podpisanej z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). To ok. 25% naszej rocznej produkcji ciepła. Jak dotąd – po prawie siedmiu miesiącach pracy kotła – realizujemy plan roczny na poziomie 105%. Założenia były takie, iż obiekt powinien pracować nieprzerwanie z pełną mocą przez 8 tys. godzin w roku. To bardzo wymagający parametr dla tego typu instalacji, ale na razie wszystko wskazuje na to, iż zrealizujemy plan i wypełnimy nasze zobowiązania wobec NFOŚiGW.

Jeśli chodzi o sprawność, jest ona o ponad 1 punkt procentowy wyższa od zakładanej w projekcie i wynosi 88,6%. Maksymalna moc również jest wyższa o ok. 8% od zakontraktowanej, osiągając poziom 16,9 MW. adekwatnie wszystkie parametry są lepsze niż planowaliśmy. Technologicznie wszystko się sprawdziło.

Jak wygląda kwestia pozyskania surowca do produkcji energii? Co jest najtrudniejsze w budowie stabilnego łańcucha dostaw słomy?

Zacznę od tego, iż mówiąc o słomie, nie mamy na myśli wyłącznie słomy zbożowej. Wykorzystujemy również słomę rzepakową, miskantusa, eksperymentujemy ze słomą kukurydzianą, a także z sianem czy rajgrasem. Ten katalog biomasy agro stale się poszerza. Najtrudniejsze jest zapewnienie odpowiedniej jakości słomy, przede wszystkim pod względem jej wilgotności. Nasz obiekt dopuszcza wilgotność do 20%, ale im jest ona niższa, tym lepiej. Dlatego robimy wszystko, aby uzyskiwać poziom jak najbliższy 10%.

8. Konferencja Biomasa i paliwa alternatywne
Grudziądz, 6-7 października 2026 r.

Mamy ponad 20-letnie doświadczenie w kontraktacji słomy. Przez wiele lat analizowaliśmy rozwiązania stosowane w Danii, gdzie logistyka pozyskiwania słomy jest dopracowana do perfekcji. Teraz z dumą mogę powiedzieć, iż w niektórych aspektach udało nam się te metody jeszcze ulepszyć. Dziś uzyskujemy bardzo dobre parametry jakościowe słomy. A to właśnie jakość, a nie ilość, jest największym wyzwaniem.

Polska jest krajem rolniczym, a mimo to biomasa agro praktycznie nie funkcjonuje w krajowym ciepłownictwie. Problemem jest charakterystyka paliwa, czy raczej brak odwagi inwestycyjnej?

Myślę, iż problem jest przede wszystkim mentalny. Ciepłownicy chcieliby pozostać wyłącznie ciepłownikami, a stosując biomasę agro trzeba wejść w branżę rolniczą. Nie każdy jest na to gotów. Z moich rozmów z przedstawicielami branży wynika, iż właśnie to wejście w nieznane jest największą barierą. Sama technologia nie stanowi problemu, wyzwanie pojawia się przy kontraktacji słomy i organizacji całego rynku dostaw, co stanowi dużą barierę wejścia. choćby kiedy deklarujemy pełne wsparcie przy organizacji takiego rynku i przekazaniu naszego doświadczenia, te obawy nie znikają.

Jednocześnie wiele opracowań naukowych wskazuje, iż w Polsce można przeznaczyć na cele energetyczne 10–12 mln t słomy zbożowej rocznie. Produkujemy jej od 26 do 30 mln t, więc ok. jedna trzecia mogłaby zostać wykorzystana energetycznie bez negatywnego wpływu na rolnictwo.

11. Kongres Biogazu Conference&Expo
Warszawa, 14 -15 grudnia 2026 r.

To pokrywa się z doświadczeniami Danii, która jest 6,5 razy mniejsza od Polski, a wykorzystuje ok. 2 mln t słomy na cele energetyczne, z czego prawie 1,5 mln t w elektrociepłowniach. Po przeliczeniu skali otrzymujemy wartości bardzo zbliżone. jeżeli weźmiemy pod uwagę wykorzystywanie nie tylko słomy zbożowej, ale także rzepakowej, miskantusa, siana i wielu innych rodzajów biomasy rolniczej, to ten potencjał może sięgać choćby 20 mln t. 12 mln t słomy zbożowej odpowiada energetycznie ok. 5 mld mł gazu lub 8 mln t węgla. To paliwo leży dziś na polach i czeka, aż ktoś się nim zainteresuje.

Czy słoma i inne rodzaje biomasy agro są rozwiązaniem, które polecałby pan innym przedsiębiorstwom ciepłowniczym? Jakie warunki musi spełniać PEC, aby był to dla niego atrakcyjny kierunek?

Uważam, iż to bardzo dobra szansa przede wszystkim dla dużych i średnich przedsiębiorstw ciepłowniczych – zwłaszcza tych, które jeszcze nie rozpoczęły transformacji energetycznej w kierunku OZE. Taka instalacja mogłaby stanowić podstawę szerszego, hybrydowego systemu ciepłowniczego.

Nie należy obawiać się dostępności paliwa. Jesteśmy przekonani, iż praktycznie w każdym regionie Polski można pozyskać od 30 do 60 tys. t słomy rocznie o odpowiedniej jakości, we adekwatnym czasie i odpowiednio ją zmagazynować. o ile ktoś miałby z tym problem, służymy pełnym wsparciem. To rozwiązanie jest dedykowane zarówno dla Warszawy, Poznania, jak i dla wszystkich średniego miasta powiatowego. W Polsce jest ich 380 i praktycznie w każdym można wybudować instalację podobną do tej w Grudziądzu. Paliwa wystarczy.

Jak sprawić, aby taka instalacja była nie tylko możliwa do wybudowania, ale również ekonomicznie uzasadniona?

Kluczowe znaczenie ma koszt paliwa. Można zlecić nam dostawy biomasy, ale będzie to rozwiązanie droższe, ponieważ musimy cały system zorganizować od podstaw.

Możemy natomiast nauczyć przedsiębiorstwo samodzielnie organizować pozyskiwanie biomasy. Początkowo przejmujemy odpowiedzialność za organizację procesu, a później partner może działać samodzielnie. Im bardziej przedsiębiorstwo zaangażuje się w pozyskiwanie biomasy – kupi własne maszyny rolnicze, prasy, ciągniki czy przyczepy – tym niższe będą koszty paliwa. Zachęcamy do tego, choć wiemy, iż jest to proces rozłożony na lata.

Rozpiętość kosztów pozyskania słomy jest duża, a nakłady inwestycyjne na samą instalację są dla wszystkich podobne. I właśnie tutaj decyduje ekonomia. Im większa samodzielność w pozyskiwaniu biomasy, tym większa opłacalność.

Co musi się wydarzyć, aby udział biomasy agro zaczął rosnąć w polskim ciepłownictwie? Czy potrzebne są dodatkowe mechanizmy wsparcia?

W Polsce przez krótki okres, w latach 2010-2011, funkcjonował system wsparcia upraw roślin energetycznych. Powstało wtedy wiele plantacji miskantusa, ale program trwał tylko dwa lata. Dziś trudno byłoby przekonać rolników do ponownych inwestycji bez gwarancji, iż ta polityka będzie długofalowa. Każde wsparcie ze strony państwa mogłoby uruchomić dodatkowy potencjał, zwłaszcza na gruntach IV, V i VI klasy, gdzie miskantus osiąga bardzo dobre plony.

To mogłoby zagwarantować rolnikom stabilne źródło dochodu na wiele lat. Z punktu widzenia ciepłowników problemem jest ogromna liczba mitów dotyczących biomasy agro. Krąży wiele nieprawdziwych informacji o problemach ze spalaniem, pozyskiwaniem czy logistyką. Tymczasem technologia jest sprawdzona, a wiedza na ten temat powszechnie dostępna. Najłatwiej kupić gaz za granicą. Najtrudniej – jak się okazuje – wykorzystać biomasę z własnych pól.

Jakie są kolejne kierunki transformacji energetycznej OPEC GRUDZIĄDZ?

Przyszłe ciepłownictwo będzie hybrydowe. Żadna pojedyncza technologia nie zapewni pokrycia całego zapotrzebowania na ciepło. Pierwszym krokiem była budowa kotła na słomę luźną. Współspalamy również pellet ze słomy, który sami produkujemy. Dzięki temu już dziś ok. 42% naszej produkcji pochodzi z OZE. w tej chwili trwa przetarg na budowę instalacji solarnej o mocy 14 MW wraz z magazynem ciepła. Następnie planujemy budowę drugiego, bliźniaczego kotła na słomę luźną. Rozwiązanie sprawdziło się zarówno technologicznie, jak i ekonomicznie.

Kolejnym etapem będą pompy ciepła wykorzystujące ciepło odpadowe od naszego klienta przemysłowego z branży celulozowej. W dalszej perspektywie planujemy również kocioł elektrodowy, choć w tej chwili nie jest on jeszcze uzasadniony ekonomicznie. Po 2030 r. chcielibyśmy rozwijać także biogaz. Do 2030 r. chcemy oprzeć transformację przede wszystkim na trzech technologiach: słomie, instalacji solarnej i pompach ciepła. Pozwoli nam to osiągnąć ok. 60% udziału OZE. Pozostałe 40% będzie znacznie większym wyzwaniem, ale mamy na to czas do 2050 r.

CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ? CZYTAJ MAGAZUN „BIOMASA I PALIWA ALTERNATYWNE”:

Rozmawiała Daria Lisiecka
Zdjęcie: Izabela Królik, Magazyn Biomasa

Idź do oryginalnego materiału